KOMENTARZ DO EWANGELII

Najnowsze komentarze do Ewangelii można przeczytać tutaj:

http://www.efraim-rodziny.pl/wspolnota-rodzin-i-narzeczonych/newsy/

Komentarz do Ewangelii na piątek 24.04.2020

J 6, 1-15

„Jezus udał się na drugi brzeg Jeziora Galilejskiego, czyli Tyberiadzkiego. Szedł za Nim wielki tłum, bo oglądano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali.

Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha.

Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa: «Gdzie kupimy chleba, aby oni się najedli?» A mówił to, wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co ma czynić.

Odpowiedział Mu Filip: «Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać».

Jeden z Jego uczniów, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: «Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?»

Jezus zaś rzekł: «Każcie ludziom usiąść». A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy.

Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło». Zebrali więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, pozostałymi po spożywających, napełnili dwanaście koszów.

A kiedy ludzie spostrzegli, jaki znak uczynił Jezus, mówili: «Ten prawdziwie jest prorokiem, który ma przyjść na świat». Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę”.

W dzisiejszej Ewangelii rozmowa Jezusa i Uczniów jest dla mnie obrazem tego, jak ja przychodzę do Niego i skupiam się na tym, jak mało mam wobec tego jakie pragnienia/wyzwania/problemy Mu przedstawiam i są w moim sercu.

Trochę też widzę siebie w tym tłumie, przychodzę do Jezusa z nadzieją, że On sprawi cud. Jako człowiek jestem bezradna w wielu kwestiach , On jest Wszechmogący. Mimo to, jak za chwilę się okaże wcale w to nie wierzę… Widzę swój brak, a nie Jego moc.

Wydaje mi się, że Jezus mnie pyta: „co ty masz i co ty możesz, aby uczynić to czego pragnie Twoje serce” Trochę mi się chyba wydaje, że modlitwa to jakaś autoanaliza. Oczywiście jako człowiek, ze skóry i kości widzę fakty: nie mam czasu, środków, pomysłów, siły. Jezu ścianę widzę. 

Uświadamiam sobie, że Filip, Andrzej i ja słyszymy pytanie Jezusa inaczej niż ono brzmi. Jezus nie pyta przecież co mamy i co możemy dać. On pyta mnie: gdzie możemy to dostać? Jednocześnie stoi przed uczniami i przede mną jako Ten, dla którego Niebiosa są otwarte, jako cudotwórca. I zaznacza nie jesteś z tym sama, razem działamy, mówi przecież „gdzie możemy”. Uczniowie i ja jesteśmy skupieni na ziemskich sposobach załatwiania spraw, te cudowne o których słyszeliśmy i widzieliśmy, w tej konkretnej chwili, w naszym ludzkim mniemaniu nie są dostępne. 

Jezus mówi mi dziś: Popatrz na mnie, jestem z Tobą i jestem Tym, który realnie może Ci pomóc, to nie bajka, Ja jestem, uwierz Mi. Twoje główkowanie są niczym wobec Mojej mocy – trwaj przy mnie, a twoje serce zadrży ze zdumienia gdy zadziałam, pozwól Mi na to, a zobaczysz, poczujesz i przeżyjesz cuda. Jestem źródłem Twojej mocy, miłości, wszelkiego dobra. Nie ma  sensu abyś brała się za cokolwiek swoim ludzkim pojmowaniem. W modlitwie przyjmij Moje zaproszenie do tego abyśmy razem z niczego zrobili naddatek.

Za św. Faustyną powtarzam: „W Imieniu Jego moc moja”, „Z Bogiem wszystko mogę”, „Spocznij, Jezu, w sercu moim”

Amen

Marta

Komentarz do Ewangelii na środę 22.04.2020

J 3, 16-21

„Jezus powiedział do Nikodema:

«Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu»”.

Jezus mówi nauczycielowi Izraela: Bądź sobą! Bóg nie jest surowym sędzią, który zrobi bilans Twoich uczynków i wystawi rachunek: więcej złego – do piekła, więcej dobra – do nieba. Nie po to Jezus umarł na krzyżu za wszystkie nasze grzechy, żeby nam je wyliczać.

Nikodem  przychodzi porozmawiać z Jezusem  w nocy, bo być może czego innego pragnie jego serce, niż podpowiada mu rozum…a rozum podpowiada mu, co wypada robić w towarzystwie innych dostojników żydowskich. Granie ról jest szatańskim wynalazkiem. Pan Bóg nie zamieszka w sercu, do którego dostępu broni ściana z wymyślonego scenariusza. Starszy brat syna marnotrawnego chciał nagrody za swoją lojalność, młodszy brat stanął przed ojcem w całej swojej marności. Faryzeusz wymagał pochwał za swoją pobożność, celnik uważał się za niegodnego Bożej miłości…

Wybierając życie zgodne z przykazaniami Boga zbliżamy się do światła, a światło tym chętniej zbliża się do nas. Każdy decyduje sam.

Paweł

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 20.04.2020

J 3, 1-8

Był wśród faryzeuszów pewien człowiek, imieniem Nikodem, dostojnik żydowski. Ten przyszedł do Jezusa nocą i powiedział Mu: „Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z nim”. W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego”. Nikodem powiedział do Niego: „Jakżeż może się człowiek narodzić, będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?” Jezus odpowiedział: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha”.

Pod osłoną nocy, zjawia się u Jezusa człowiek wykształcony, faryzeusz o imieniu Nikodem. Działa on w ukryciu, nie przyznaje się publicznie do wiary, próbuje zachować pozory neutralności.  Jako faryzeusz koncentruje się silnie na przestrzeganiu prawa i nie ma odwagi otwarcie opowiedzieć się za Jezusem. Spotkanie z Mistrzem z Nazaretu ma go przekonać o tym, że pojmowanie pobożności, jako przestrzeganie rytuałów, przepisów religijnych oraz czerpanie z tego dumy, nie prowadzi do królestwa Bożego. Jezus mówi, że narodzenie się z wody i Ducha to niezbędne warunki życia wiecznego. 

Odwrócić się od grzechu, zawierzyć się Bogu w Trójcy Świętej i w modlitwie, w żywej relacji z Jezusem szukać Jego świętej woli. 

Samo przestrzeganie prawa i odmawianie modlitw nie może napawać mnie dumą. Mam podążać za tym, czego pragnie Duch Święty, który ma mnie „rodzić” każdego dnia i prowadzić moje myśli, spojrzenia, zadośćuczynienia, uczynki tam, gdzie Bóg tego pragnie. Nie mam żyć dla ciała i cielesności, ale dla Ducha. Jeśli wypełnię moje myśli Bogiem doświadczę pełni nowego życia – życia Bożego.

Dominika.

Komentarz do Ewangelii na piątek 17.04.2020

J 21. 1-14

” Jezus znowu ukazał się nad Jeziorem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: «Idę łowić ryby». Odpowiedzieli mu: «Idziemy i my z tobą». Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie ułowili.

A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus.

A Jezus rzekł do nich: «Dzieci, macie coś do jedzenia?»

Odpowiedzieli Mu: «Nie».

On rzekł do nich: «Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie». Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć.

Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: «To jest Pan!» Szymon Piotr, usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę – był bowiem prawie nagi – i rzucił się wpław do jeziora. Pozostali uczniowie przypłynęli łódką, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko – tylko około dwustu łokci.

A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli rozłożone ognisko, a na nim ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: «Przynieście jeszcze ryb, które teraz złowiliście». Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości sieć nie rozerwała się. Rzekł do nich Jezus: «Chodźcie, posilcie się!» Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: «Kto Ty jesteś?», bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im – podobnie i rybę.

To już trzeci raz Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał.”

„Idę łowić ryby”… Wyobrażacie to sobie? Po wszystkim, co się wydarzyło, po tym, jak Pan wkroczył w życie spokojnych rybaków, pociągnął ich za sobą, na ich oczach uzdrawiał chorych i wskrzeszał zmarłych, po tym jak ustanowił Piotra głową nowo powstającego Kościoła, po tragicznych, ale jednak zapowiedzianych przez Chrystusa wydarzeniach Paschy… Piotr, pierwszy papież, idzie łowić ryby, jak gdyby nic z tego nie miało miejsca. Gdyby nie interwencja Zmartwychwstałego Pana, może łowiłby ryby do końca swoich dni.

Czy widzisz w sobie tego Piotra, który w czasie rekolekcji czy innego wzniosłego wydarzenia niemal dotyka Nieba, a kilka tygodni później, gdy wydaje się że Pan się oddalił, wraca do swojej codzienności jak gdyby nigdy nic? 

Spotkanie z Panem wywraca życie do góry nogami, ale potrzebujemy odnawiać je codziennie. Każdy dzień szarej codzienności należałoby rozpoczynać od wezwania: „Panie, oto jestem, gotowy na Twoje polecenia”. Nawet jeśli wydaje się, że Pan nie jest tak blisko, jakbyśmy tego chcieli – bo akurat nie gra piękna, religijna muzyka, może dzieci wchodzą na głowę i urządzają bitwę na niezmywalne flamastry, może przytłaczają nas problemy w pracy czy małżeństwie, może mamy „nieudany połów”… Uda nam się wypełnić powołanie naszego życia tylko wtedy, gdy rzucimy się ku Bogu wpław. 

Panie, bądź uwielbiony w tym, że wychodzisz nam na spotkanie każdego dnia, nawet jeśli Cię nie poznajemy.

Komentarz do Ewangelii na środę 15.04.2020

Łk 24, 13-35

” W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali.

On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało».

Zapytał ich: «Cóż takiego?»

Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli».

Na to On rzekł do nich: «O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.

Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»

W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.”

W tej Ewangelii odnajduję się w roli apostołów, który ze smutkiem i złością szli drogą. Czują pustkę, brak spełnionej potrzeby. To tak jak ja. Już w styczniu cieszyłam się na nasze wspólnotowe obchodzenie Wielkiego Tygodnia. Na to,że po raz kolejny będę mogła zaangażować się w służenie, podczas tych ważnych świąt. Nie mogłam się doczekać wspólnego uwielbiania Boga na Liturgii Paschalnej  z zespołem, który tak pięknie ubogaca naszą liturgię. I co? Zamiast tego siedziałam 3 dni w domu, przed telewizorem, w ogóle nie umiejąc odnaleźć w tym wszystkim Chrystusa. Ale dziś, siedząc i czytając tą rozmowę mam pokój w sercu. Bo gdy te emocje opadną odnajduję Chrystusa w uśmiechu bliskich przy wielkanocnym spotkaniu, także tym wirtualnym, w rozmowie z koleżanką po rocznej przerwie, kiedy czuję, że nic się nie zmieniło w naszej relacji a także w pieśniach z poprzednich lat, których nagrania znajduję na YouTube. I tak jak apostołowie poznaję Boga po tym jak mówił do mnie wcześniej, pół roku, rok temu. I cieszę się, że moje serce bije mocno dla Niego.

Monika, dzielna niewiasta i żona Jakuba

Komentarz do Ewangelii na Poniedziałek Wielkanocny 13.04.2020

Mt 28,8-15

Gdy anioł przemówił do niewiast, one pośpiesznie oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i biegły oznajmić to Jego uczniom. A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: Witajcie. One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą. Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu. Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego.

Chrystus Zmartwychwstał!

Prawdziwie Zmartwychwstał.

Kiedy czytam dzisiejszy fragment Ewangelii – spotkanie Jezusa z kobietami, od razu zaczyna pracować moja wyobraźnia. Widzę kobiety (Marię Magdalenę i drugą Marię), które po słowach Anioła jak najszybciej chcą dotrzeć do uczniów, aby przekazać Im dobrą nowinę o tym, że Jezus Zmartwychwstał. Nie zadają zbędnych pytań, tylko ruszają od razu.

Widzę też wzruszającą scenę spotkania Jezusa oraz tych dwóch niewiast. Obie znały i rozpoznały głos Jezusa ponieważ miały z Nim głęboką relację. Mogę się tylko domyślać jakie emocje towarzyszyły w tym momencie kobietom, ale też i Jezusowi. 

Na pewno była w tym radość i wzruszenie, że spotkały Tego, który zwyciężył śmierć i który wszystkich ocalił. 

Jakie emocje pojawiają się we mnie gdy spotykam Jezusa Zmartwychwstałego na mojej drodze? Dziś? W tym, co aktualnie przeżywam?

Jezu, proszę Cię daj mi usłyszeć dziś Twój głos i rozpoznać Go. Iść z radością, bez ociągania się, do tych, którzy potrzebują usłyszeć dobrą nowinę o Twoim Zmartwychwstaniu.

Magda

Komentarz do Ewangelii na Wielki Piątek 10.04.2020

Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według Świętego Jana

J 18, 1 – 19, 42

Gdzie stoisz, kiedy Jezus zostaje wydany na śmierć? 

Czy jesteś apostołem Piotrem? W jednej chwili jesteś gotów umrzeć za twojego Pana, porwany wzburzeniem rzucasz się do działania (nie poświęcając chwili na zastanowienie się, czy rzeczywiście tego działania oczekuje od ciebie Jezus), a kilka godzin później, kiedy Pana nie ma już obok ciebie, dopadają cię śliskie macki strachu… Wypierasz się. „Nie było mnie z nimi. Nie znam Go”.

Czy jesteś Piłatem? W sumie cała ta sprawa z Jezusem niewiele cię obchodzi, próbujesz tylko zachować swój urząd, zajmujesz się swoimi sprawami. Wolałbyś odsunąć od siebie jakąkolwiek niewygodną odpowiedzialność. Ale znalazłeś się między młotem a kowadłem, decyzja spadła na twoje barki, Żydzi w zawoalowany sposób grożą, że przedstawią cię jako nieprzyjaciela Cezara. Boisz się. Najłatwiej byłoby skazać biedaka, nawet jeśli jest niewinny (nadal nie zrozumiałeś, o co właściwie Żydzi Go oskarżają). Jednak budzą się w tobie wyrzuty sumienia. Jest coś dziwnego w tym człowieku. Może on rzeczywiście jest prorokiem? Starasz się Mu pomóc, ale w swoich działaniach jesteś nieudolny, nieskuteczny. Ostatecznie wybierasz obmycie rąk z winy, bo „czym jest prawda?”… A jednak, może niemal wbrew sobie, lgniesz do prawdy. „Tu wisi król żydowski„ – ten drobny sabotaż to wszystko, na co cię stać.

Czy jesteś Judaszem? Ten, którego uważałeś za swojego Przyjaciela i Mistrza, zawiódł cię. Miał być Mesjaszem, poprowadzić nękany jarzmem okupacji Rzymu naród do wielkiego zwycięstwa… A teraz mówi o tym, że Jego zwycięstwo dokona się poprzez śmierć. On chyba oszalał… I ty też czujesz, że chyba oszalejesz ze strachu. Bycie Jego uczniem nagle zaczęło być równoznaczne z wyrokiem śmierci, w każdej uliczce oglądasz się nerwowo… Wydajesz Go na śmierć, zanim ciebie ktoś wyda. Swojego Mistrza, Przyjaciela. Oszalałeś ze strachu. Może postawiony przed takim ultimatum Jezus wreszcie objawi Swoją moc i rozgromi okupanta… A jeżeli nie, może chociaż uda ci się ujść z życiem.

Czy jesteś arcykapłanem Kajfaszem? Ten cały Jezus, ta Jego nowa nauka… To jest niebezpieczne. Niepokoisz się, że naród żydowski porzuci przez Niego święte tradycje, które podtrzymywał od czasów praojca Abrahama. Lepiej, żeby zginął jeden człowiek, nawet jeśli jest niewinny, niż żeby żydowskie dziedzictwo zostało zaprzepaszczone. To mniejsze zło. Poza tym, jeśli do Rzymu dotrą pogłoski o rozruchach… Boisz się. Lepiej, żeby On zginął.

Czy jesteś Józefem z Arymatei? Wierzysz w Jezusa, oczywiście że tak. Wierzysz, że Jego nauka jest prawdą. A jednak… Obnoszenie się z tym mogłoby być niebezpieczne. Niektórzy nie mają nic do stracenia… Ty masz wiele. Jesteś człowiekiem majętnym i wysoko postawionym. Boisz się, że zostanie ci to odebrane, może nawet stracisz życie. Bycie przyjacielem Jezusa nie jest ostatnio zbyt dobrze postrzegane. Sprzyjasz mu więc, ale w ukryciu. Kiedy nadchodzi czas, wypełniasz swoją rolę – dzięki swojemu majątkowi i pozycji udaje ci się odzyskać Jego ciało i godnie je pochować. To nie byle co. A jednak czujesz gorycz. Czy On nie mówił za życia: „zostawcie wszystko i chodźcie za mną”…?

Czy jesteś apostołem Janem lub jedną z kobiet pod krzyżem? Stoisz bezradnie, nie zważając na nic wokół. Widzisz tylko Jego, twojego Mistrza, skatowanego i rozpiętego na krzyżu. Szukasz Jego wzroku, ale oczy ma zamknięte. Wydaje się, że nadzieja umarła, ale trwasz u Jego stóp aż do końca. To dziwne, nawet nikt cię nie zaczepił, nie przesłuchał. Nie obchodzi cię, co będzie z tobą dalej. Życie umiera na krzyżu. Mają cię za pomylonego, ale ty pośród głuchej rozpaczy nadal wierzysz Mu, że to nie koniec. To początek.

Gdzie dziś stoisz? Nie ma co się oszukiwać. Wszyscy jesteśmy czasem Piotrem, który robi zupełnie nie to, co potrzeba, nie pytając Boga o zdanie. Piłatem, który wybiera „święty” spokój zamiast tego, co należałoby uczynić. Nawet Judaszem – spójrz w swoje serce, czy nigdy nie zdradziłeś Jezusa ze strachu? Jesteśmy arcykapłanem Kajfaszem, który ceni schematy wyżej niż sprawiedliwość, nie mówiąc o miłosierdziu. Józefem, który wierzy, ale nie wypuszcza się za Jezusem na głęboką wodę ze strachu przed tym, co mógłby stracić.

Czasem tacy jesteśmy. Życzę nam jednak, żebyśmy ostatecznie wszyscy spotkali się pod krzyżem, tam gdzie nasze miejsce. Tam, gdzie wszystko się rozpoczyna. 

Panie, daj nam łaskę trwania pod krzyżem. Amen.

Komentarz do Ewangelii na Wielką Środę 08.04.2020

Mt 26, 14-25

Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?» A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.

W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: «Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy?»

On odrzekł: «Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: „Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami”». Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.

Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda».

Bardzo tym zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: «Chyba nie ja, Panie?»

On zaś odpowiedział: «Ten, który ze Mną rękę zanurzył w misie, ten Mnie wyda. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził».

Wtedy Judasz, który miał Go wydać, rzekł: «Czyżbym ja, Rabbi?» Odpowiedział mu: «Tak, ty».

 Zanim podejmę decyzję o popełnionej zdradzie, mam w głowie tysiące myśli. Następuje również szybka kalkulacja: „ile zyskam?”. Moja wola się nagina…”Przecież to tylko jeden cukierek..tylko jeden”, a przecież miałam się odchudzać (nie dla szczupłej sylwetki, ale dla zdrowia, bo skoro Pan Bóg mnie stworzył to chcę zadbać o siebie również w kontekście fizycznym). Jeden cukierek – chwilowa przyjemność, to takie 30 srebrników na już. Czuję, że zdradziłam siebie samą. 

Na poziomie myśli podjęłam decyzję „zjem”. Za chwilę mówię „chyba nie ja Panie?”…udaję przed samą sobą, że to nic takiego. „Tak, Ty”. On wie co działo się w mojej myśli. On wie.., ja wiem…, on wie, że ja wiem…, a ja i tak zjadam cukierka…

Na tym błahym przykładzie odnajduję proces jaki niejednokrotnie dokonuje się w moim sercu. 

Pomóż mi Panie nie zdradzać Cię za „cukierka”, a jak już to zrobię, nie pozwól bym sobą gardziła, ale spraw żebym pamiętała, że jesteś miłosierny.

Asia, żona Wojtka, mama Ignasia i Szymona.

Komentarz do Ewangelii na Wielki Poniedziałek 06.04.2020

J 12, 1 – 11

Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta usługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego, drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi stopy, a włosami swymi je otarła. a dom napełnił się wonią olejku. Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z Jego uczniów, ten, który Go miał wydać:  «Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?» Powiedział zaś to nie dlatego, że dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem i mając trzos, wykradał to, co składano. Na to rzekł Jezus: «Zostaw ją! Przechowała to, aby [Mnie namaścić] na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie». Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili zabić również Łazarza, gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa.

Jezus mówi dziś bardzo dziwne zdanie. „Ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie.”  Te słowa, tak bardzo nie pasują mi do troszczącego się o ubogich Jezusa. A jednak Pan zadaje mi w nich bardzo ważne pytanie. Jak często zaprzątają mi głowę sprawy innych ludzi? Odwiedzam znajomych, by pocieszyć ich w trudnej sytuacji; jadę do rodziców, by pomóc im rozwiązać problem; spotykam się z przyjacielem, by wspomóc go w jakimś kryzysie. Wszystko to bardzo szlachetne. Ale czy nie jest czasem tak, gdy jest tego wszystkiego za dużo, że brakuje mi czasu, aby z własnymi sprawami przyjść do Jezusa, aby Jemu poświęcić czas, aby Jemu okazać zainteresowanie, tak jak Maria?

„Mnie zaś nie zawsze macie.” Teraz siedzę w domu z powodu pandemii, mam dużo czasu ale nie mam Jezusa – Mszę oglądam online i nie przyjmuję Komunii. I faktycznie mi Go brakuje. Czy będę o tym pamiętał, gdy skończy się pandemia i gdy znów będę miał możliwość, by poświęcać mnóstwo czasu innym ludziom?

Jakub, mąż Moniki

Komentarz do Ewangelii na piąte 03.04.2020

J 10,31-42

Żydzi porwali kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować? Odpowiedzieli Mu żydzi: Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga. Odpowiedział im Jezus: Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeżeli /Pismo/ nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: Bluźnisz, dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie. Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu. I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał. Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale że wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.

Jezus zawsze mówi prawdę, nie zważa na ryzyko ani konsekwencje. Ja często zanim coś powiem, zanim coś zrobię szacuję jakie to będzie miało konsekwencje dla mnie i jaki będzie tego efekt. Niby rozsądne działanie, ale teraz uświadamiam sobie, że za dużo we mnie przywiązania do ludzkich wartości do czysto rozumowego pojmowania świata. Jezus mówi, że to co Boskie poznaje się po czynach. Często zdarza mi się, że brak czynu usprawiedliwiam sobie subiektywnym wyjaśnieniem  – za duże ryzyko, za dużo niewiadomych, przecież to i tak nic nie zmieni. 

Mogę być synem Boga jeśli stanę się dzieckiem czyli zaufam.

Boże uczyń me serce ufnym Tobie.

Michał

Komentarz do Ewangelii na środę 01.04.2020

J 8, 31-42

Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: «Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli».

Odpowiedzieli Mu: «Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakże Ty możesz mówić: „Wolni będziecie?”»

Odpowiedział im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz Syn pozostaje na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie ma w was miejsca dla mojej nauki. Co Ja widziałem u mego Ojca, to głoszę; wy czynicie to, co usłyszeliście od waszego ojca».

W odpowiedzi rzekli do niego: «Ojcem naszym jest Abraham».

Rzekł do nich Jezus: «Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to dokonywalibyście czynów Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy dokonujecie czynów ojca waszego».

Rzekli do Niego: «My nie urodziliśmy się z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga».

Rzekł do nich Jezus: «Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem sam od siebie, lecz On Mnie posłał».

W ostatnich dniach tej pandemii bardzo mnie denerwują treści, które są przez niektóre grupy rozpowszechniane w internecie mówiące o tym, że obecność śmiercionośnego koronawirusa jest karą za grzechy. Jakoby cierpliwość Boga się wyczerpała i koniec, przelało się. Jakby ofiara naszego Pana na Krzyżu nie wystarczyła. Już Ojcze było blisko, ale jednak ten lud jest gorszy niż się wydawało, trzeba jeszcze więcej kary niż to co wziął Jezus na siebie, źle obliczyłeś, nie przewidziałeś takiego zepsucia. 

Taki Bóg nie mieszka w moim sercu. Nie chcę, aby moje dzieci taki obraz Boga miały. 

Łatwo mi zapomnieć, że jestem niewolnikiem grzechu, podobnie jak faryzeusze w tym fragmencie Ewangelii zapomnieli, że potomstwo Abrahama było przez wiele lat w niewoli. Przecież nawet tęsknili przez chwilę za „przysmakami” jakie otrzymywali w niewoli w Egipcie, wtedy gdy byli głodni w drodze do Ziemii Obiecanej.

Problem jest taki, że jeśli podobnie jak faryzeusze o tym zapomnę lub to wyprę, że pierwszym niewolnikiem grzechu jestem ja sam, a nie ci „inni”, „niewierni”, „upadli” i że to ja sam pierwszy potrzebuję Zbawiciela to minę się z Prawdą. Nawet jeśli chodzę co niedzielę do kościoła i z największą czcią przyjmuję Komunię Świętą.

Wojtek – syn Ojca dzięki przelanej Krwi Jezusa, mąż Asi, tata Ignasia i Szymona. 

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 30.03.2020

J 8, 1-11

„Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał ich.

Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą dopiero co pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co powiesz?» Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.

Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem». I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi.

Kiedy to usłyszeli, jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta stojąca na środku.

Wówczas Jezus, podniósłszy się, rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz».”

Po raz kolejny widzę spokojnego Jezusa.  

W ostatnim czasie ten spokój uderza mnie wyjątkowo, chyba tak mocno jak jeszcze nigdy w życiu. Widzę Jezusa, który wie jak zareagować, jak najlepiej odnaleźć się w danej sytuacji, nie dając się w nic wciągnąć. Tłum oczekuje na osąd. Negatywne emocje aż kipią w powietrzu a Jezus dalej jest spokojny. 

Myślę sobie – jak często jest mi to obce. Gdybym miała więcej tego Bożego pokoju i spokoju o ile lepiej byłoby dla mnie i dla innych wokół.

Owszem są i sukcesy – o tak, czuję się wtedy iście uskrzydlona: np. nie weszłam w „nakręcanie się” koleżanek, nie dorzuciłam swojego kawałka drewna do ognia, nie oceniłam dziecka od razu, że jest złe.

Sytuacji do oceny oraz do negatywnego emocjonowania się nie brakuje, rzeczywistość jest nimi utkana. 

Rodzice co chwilę muszą mierzyć się z rozwiązywaniem konfliktu między dziećmi. Kochające się rodzeństwo bez kłótni? Ja nie znam takiego.

Staram się nie dać podejść szatanowi i nie ulec złości, oskarżaniu w myślach; chcę mieć świadomość, że co innego jest nazwać złe zachowanie, które miało miejsce a co innego nawrzucać komuś, że jest taki i owaki.

I dobrze już wiem, że choćbym nie wiem jak chciała sama z siebie i nie wiem jakie kursy psychologiczno- rozwojowe porobiła, i nie wiem ile modlitw odmówiła, i nie wiem jak zacisnęła zęby w trenowaniu cierpliwości i nie poczuła się mądrzejsza to nie mam szans.

Będę polegać na polu bitwy, tak, tak – niestety będę rzucać tym niewidocznym kamieniem, nawet w męża, choć tego nie chcę, ale tak się dzieje i będzie się działo i jedyna moja nadzieja w Panu, który już za mnie wygrał i pokonał zło.

Wiary i siły płynącej z Góry sobie i Wam życzę.

Marta

Komentarz do Ewangelii na piątek 27.03.2020

J 7, 1-2 10. 25-30

„Jezus obchodził Galileę. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo Żydzi zamierzali Go zabić.

A zbliżało się żydowskie Święto Namiotów. Kiedy zaś bracia Jego udali się na święto, wówczas poszedł i On, jednakże nie jawnie, lecz skrycie.

Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: «Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest».

A Jezus, nauczając w świątyni, zawołał tymi słowami: «I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam z siebie; lecz prawdomówny jest Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał».

Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła.”

Pan Jezus chciał zostać niezauważony w świątyni, jednak pojawienie się Jego wzbudziło zamieszanie, szemranie, domysły. Niektórzy podejrzewali, że nawet zwierzchnicy mogli uznać Go za Mesjasza. Innym zaś w ogóle nie pasował do wyobrażenia Mesjasza. Jezus przedstawił się jako posłaniec „Prawdomównego”. Bóg Ojciec wypowiedział się tylko raz w historii świata, słowem Jezus. 

Słowo Wcielone nigdy nas nie zwiedzie. Wierność Tej prawdzie niesie radość i miłość. Jezus nie dopuścił, żeby Go pojmano, mimo, że wtedy jak i później mógł uniknąć godziny Krzyża, która zbliżała się, w której miał ponieść ciężar Swojego „tak” wobec woli Ojca.

Paweł Madej

Komentarz do Ewangelii na środę 25.03.2020

Łk 1, 26-38

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.

Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”.

Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.

Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”.

Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”

Anioł jej odpowiedział: „Duch święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna, i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”.

Na to rzekła Maryja: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. Wtedy odszedł od Niej anioł.

Zazwyczaj czytając pierwszy raz Ewangelię, do której mam ułożyć komentarz, od razu mam w głowie jakieś pomysły – czego się chwycić, na co położyć akcent, co Bóg mówi do mnie poprzez ten fragment dziś, w konkretnym momencie.

Dzisiaj potrafię tylko stanąć w milczeniu, z wstrzymanym oddechem, jakby cały świat na chwilę się zatrzymał. Obok narodzenia dzieciątka Jezus i zmartwychwstania Jezusa jest to chyba jeden z najważniejszych momentów Nowego Testamentu. Oto człowiek, kobieta, jednym słowem „Fiat” zasypuje pęknięcie, które od czasów pierwszego grzechu oddzielało całą ludzkość od Boga, jednym swoim słowem miażdży głowę węża. Czyni to nie swoją siłą i mocą, ale zgadzając się w posłuszeństwie na to, by wypełniła ją siła i moc Najwyższego. 

Dzięki posłusznej zgodzie na plan Najwyższego, w łonie Maryi dokonuje się wcielenie. Bóg staje się jedną komórką, ukrytą bezpiecznie w brzuchu mamy jak każde dziecko. Rozpoczyna się życie, które przywróci życie światu.

Maryjo, Ty okazując Bogu posłuszeństwo stałaś się Jego matką i matką wszelkiego życia na Ziemi. Wstawiaj się za nami, abyśmy potrafili powtórzyć za Tobą „Fiat” kiedy Bóg nas do tego zaprosi.

Amen

Asia Balas

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 23.03.2020

J 4, 43-54

Jezus odszedł z Samarii i udał się do Galilei. Jezus wprawdzie sam stwierdził, że prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie, kiedy jednak przyszedł do Galilei, Galilejczycy przyjęli Go, ponieważ widzieli wszystko, co uczynił w Jerozolimie w czasie świąt. I oni bowiem przybyli na święto.

Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił wodę w wino. A był w Kafarnaum pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna, był on już bowiem umierający.

Jezus rzekł do niego: «Jeżeli nie zobaczycie znaków i cudów, nie uwierzycie».

Powiedział do Niego urzędnik królewski: «Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko».

Rzekł do niego Jezus: «Idź, syn twój żyje». Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i poszedł.

A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, kiedy poczuł się lepiej. Rzekli mu: «Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka». Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, kiedy Jezus rzekł do niego: «Syn twój żyje». I uwierzył on sam i cała jego rodzina.

Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei.

W dzisiejszej Ewangelii porusza mnie to, że Jezus wraca do Kany Galilejskiej, w której uczynił cud. W rzeczywistości koronawirusa odkrywam, że istotnie mam więcej czasu (m.in. jako że pracuję zdalnie, nie ,,tracę” czasu na dojazdy do pracy) i czuję zachętę, by powrócić pamięcią do cudów, które zdziałał dla mnie Bóg.

Jednym z nich jest niewątpliwie fakt, że jestem teraz w małżeństwie. Jako studentka miałam różne projekcje w głowie, jak taka relacja powinna wyglądać, a jednak nasza ,,Love story” z Michałem jest dla mnie najlepszym scenariuszem, jaki mogłam sobie wyobrazić. A to rzeczywiście jest cud patrząc na to, że oboje jesteśmy egoistami. Jednak jest Bóg i On nas często podtrzymuje.

Obecnie w naszej relacji przeżywamy dużą trudność, ponieważ od bardzo długiego czasu staramy się o dziecko. Ta Ewangelia pokazuje mi, aby skupić się na wdzięczności i dalej mieć nadzieję na cud.

Panie Jezu, dziękuję Ci za wszystkie cuda, które zdziałałeś w moim, w naszym życiu. Dziękuję, że przez nie Ty do mnie, do nas mówisz w niepowtarzalny sposób. Bądź wywyższony! Amen.

Marta, żona Michała 

Komentarz do Ewangelii na piąte 20.03.2020

Mk 12, 28b-34

Jeden z uczonych w Piśmie podszedł do Jezusa i zapytał Go: «Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?»

Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest: „Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”. Drugie jest to: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Nie ma innego przykazania większego od tych».

Rzekł Mu uczony w Piśmie: «Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznie powiedziałeś, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego znaczy daleko więcej niż wszystkie całopalenia i ofiary».

Jezus, widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: «Niedaleko jesteś od królestwa Bożego». I nikt już nie odważył się Go więcej pytać. 

Nie da rady. Choćbym napiął wszystkie mięśnie mojej woli, wytężył cały umysł oraz zaplanował każdą minutę mojego dnia nie jestem w stanie wypełnić tego przykazania. Taka jest prawda o mnie, o czym pewnie mogą zaświadczyć Ci, którzy mnie najlepiej znają, czyli moja kochana żona oraz moje dzieci (w tym wypadku dobrze, że jeszcze nie mówią). Mało tego, mam wrażenie, graniczące z pewnością, że tutaj na ziemi nigdy nie będę w stanie w 100% go wypełnić. Nie miłuję na całego, mimo że intencjonalnie bym chciał, ani moich najbliższych, ani tych co są dalej, ani Boga, ani siebie.  

Co mogę z tym zrobić? Dziś jest piątek, okres Wielkiego Postu, serce mi podpowiada, abym w tym domowym zgiełku znalazł chwilę na dialog z Jezusem podczas indywidualnej Drogi Krzyżowej. Zobaczę, może usłyszę, co On o tym wszystkim myśli. 

Wojtek od nieudanego wypełniania pierwszego ze wszystkich przykazań, mąż Asi, tata Ignacego i Szymona.

Komentarz do Ewangelii na środę 18.03.2020

Mt 5, 17-19

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim”.

Jak to, wokół epidemia, a Jezus mówi do mnie o zachowywaniu prawa. Czy to jest na pewno czytanie dla mnie dzisiaj, w tym niepewnym czasie. Na wszystkich ludzi można by patrzeć jako na potencjalnych nosicieli wirusa. Zero poczucia bezpieczeństwa, niepewna przyszłość. Co z pracą, co z kredytami. Naprawdę Prawo blaknie przy tym wszystkim.

Popatrzmy jednak, kiedy Jezus mówi te słowa? W jakiej sam jest sytuacji? Dopiero co powołał uczniów i zaczyna, na tej ziemi, trzyletnią tułaczkę po śmierć. I wie o tym, że idzie po śmierć. Ma zmartwychwstać, ale niestety poprzez śmierć. Kochani, my wszyscy nie lubimy umierać, a nawet o tym myśleć. Wijemy się jak możemy, kombinujemy jakby się wykręcić od śmierci. I to nie tylko tej śmierci ostatecznej, fizycznej. Nie chcemy umierać towarzysko, zawodowo czy też emocjonalnie. Jezus pomimo pewności śmierci mówi: „Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić”.

Na ten czas te słowa to kompas. Wypełniajmy Prawo. Czytajmy Biblię i żyjmy według jej słów. Nie zmieniajmy ich ani na jotę, bo i tak umrzemy, praktycznie w każdym ludzkim aspekcie. Miotanie się, czy też uleganie lękom jest całkowicie jałowe. UMRZEMY. Niekoniecznie teraz, od razu, ale „na bank”. Ten obecny czas, niewątpliwie dla wielu z nas trudny, może być niesamowitą drogą do czegoś niepojętego i wspaniałego.

Jezus idzie na śmierć, idźmy z nim, na każdy rodzaj śmierci, jaka jest nam przeznaczona i wtedy będziemy… żyli pełną piersią. Nawet, a może właśnie wtedy kiedy wokół zaraza.

Wojtek

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 16.03.202 Łk 4, 24-30

„Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze:

«Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman».

Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się.”

  Przeczytany przez Jezusa fragment i wygłoszone przez Niego słowa wywołały gniew wśród przebywających w synagodze. Bardzo poruszył mnie obraz Jezusa wyrzucanego z miasta i wyprowadzonego na górę, by strącić Go w przepaść. Jezusa, wobec którego zapewne zastosowano przemoc. Wreszcie Jezusa, który przechodzi pomiędzy zgromadzonym tłumem. 

   Pokazuje mi to, że Jezus w każdej chwili może odsunąć od siebie ludzi, którzy chcą zrobić mu krzywdę. On wie , że jego ziemska misja się nie skończyła –- że na śmierć przyjdzie jeszcze czas.  Słucha głosu Ojca i pokornie wykonuje to, co do Niego należy.

Panie, spraw, abym słuchał tego, co chcesz mi powiedzieć. Żebym w swoim życiu wypełniał Twoją wolę, bo tylko to prowadzi do przeżycia życia, które ma sens.

Damian

Komentarz do Ewangelii na piątek 13.03.2020

Mt 21, 33-43. 45-46

„Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: „Posłuchajcie innej przypowieści: Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?” Rzekli Mu: „Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze”. Jezus im rzekł: „Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. Dlatego powiadam wam: królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce”. Arcykapłani i faryzeusze, słuchając Jego przypowieści, poznali, że o nich mówi. Toteż starali się Go pochwycić, lecz bali się tłumów, ponieważ miały Go za proroka.”

W dzisiejszym fragmencie najbardziej przylgnęły do mojego serca słowa ”Pan to sprawił” . Bóg zna swojego wroga, zna jego zamiary. Posłał Jezusa i wiedział jaki będzie krok szatana. Nasze zbawienie było skrupulatnie zaplanowane. Wiedział Bóg jak wyrwać nas z rąk ciemności. Przelała się Krew Syna Bożego, niebiosa płakały, jednak ja dla mojego Ojca byłam tego warta… Choć każdego dnia wiele razy daję krok w stronę ciemności. Co dzień powtarzam błąd Adama i Ewy, a On co dzień za mnie ofiarowuje Syna, a Syn wybiera drogę męki.

“Pan to sprawił” – te słowa dają mi poczucie, że jestem bardzo kochana, przez mojego Ojca, który chce abym w dniu ostatecznym należała do Niego.

Dziękuję Ci Tato, mój Stworzycielu, że los Twojego stworzenia jest dla Ciebie tak ważny. Pomimo mojej słabości, codziennych złych wyborów. Ja o tym zapominam często. Gdy wychodzi mój grzech, odwracam wzrok, chowam się przed Tobą. A Ty czekasz na TEN moment. Jesteś zawsze gotowy obmyć mnie krwią Twojego najukochańszego Syna.

Jezus mówi mi dziś – Twój grzech to dla mnie żadna przeszkoda, czekam na Ciebie zawsze.

Małe świadectwo: Po napisaniu tego komentarza nie mogę się nadziwić temu jak Bóg działa. Ostatnio mało u mnie modlitwy i Słowa Bożego. Dałam krok w stronę ciemności i utknęłam. Uciekam wzrokiem od Boga. Dziś już musiałam, bo przecież piszę komentarz… A On co uczynił? Zanurzył mnie w swojej Miłości, rozpalił moje serce.

Złapał mnie gdy tylko mógł…

Dziękuję Boże!

Marta

Komentarz do Ewangelii na środę 11.03.2020

Mt 20, 17-28

„Udając się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: «Oto idziemy do Jerozolimy: a tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom, aby został wyszydzony, ubiczowany i ukrzyżowany; a trzeciego dnia zmartwychwstanie».

Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddawszy Mu pokłon, o coś Go prosiła.

On ją zapytał: «Czego pragniesz?»

Rzekła Mu: «Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie».

Odpowiadając zaś, Jezus rzekł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?»

Odpowiedzieli Mu: «Możemy».

On rzekł do nich: «Kielich mój wprawdzie pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował».

Gdy usłyszało to dziesięciu pozostałych, oburzyli się na tych dwóch braci. Lecz Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: «Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę.

Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszy między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, tak jak Syn Człowieczy, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu».”

Zbyt często traktuję Boga jak „automat z cukierkami”. Czasami proszę o coś dla siebie, często dla innych, szczególnie dla moich dzieci… Ale ciągle proszę, proszę, proszę. W dzisiejszej Ewangelii Jezus napomina mnie, co powinnam robić żeby Go naśladować. Bo On przyszedł nie aby mu służono, lecz jako Sługa. Nie rozdaje zaszczytów z Królestwa Niebieskiego, choć przecież mógłby. Rozdaje zadania do usłużenia, niczym „kierownik zmiany”. Na koniec długiego dnia okazuje się, że właśnie w umniejszaniu siebie i służeniu innym najbardziej upodobniamy się do naszego Króla.

Panie Jezu, wielki Królu, który przyszedłeś na ziemię jako pokarm dla ludzi, naucz mnie rozdawać siebie samą na służbę innym zamiast szukać swojej korzyści i chwały. Amen

Asia Balas

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 09.03.2020

Łk 6, 36-38

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”. 

Jezus mój mentor i wewnętrzny nauczyciel pokazuje mi, jak żyć w pełni. 

Daje nieocenione wskazówki po to, aby moc Bożego błogosławieństwa wylewała się w mojej codzienności już dziś.

Daje mi prosty wybór, dwie opcje, albo osądzasz albo nie, albo potępiasz albo nie, albo odpuszczasz albo nie. I mimo,że wybór jest prosty, bo jako Jego uczennica chcę żyć zgodnie z Jego wartościami, to wcale nie jest mi łatwo podążać za tym prostym wyborem. 

Jak patrzę na mijający dzień to widzę głównie to, co mogłabym zrobić inaczej, lepiej lub w ogóle zrobić a nie zaniechać dobro. Osądzam siebie, często bardzo ostro. Upadając po raz kolejny, potępiam i czasem nawet wręcz biczuję siebie myślami a odpuszczanie i przebaczanie to pojęcia, które znam w teorii. Daję, 3 razy oglądając się za siebie.

A Jezus dziś mi pokazuje, że mam być miłosierna również wobec siebie. Z łagodnością prosi, bym była dla siebie dobra, bym nie osądzała siebie, bym nie potępiała i umiała sobie przebaczać, bo wówczas będę mogła być miłosierna wobec innych, jak Ojciec.

 Jezu, dziękuję, że troszczysz się o mnie. Dziękuję, że wskazujesz na miłosiernego Ojca, u którego znajduję ukojenie, umocnienie i odpowiedzi na moje pytania. Dziękuje, że z Tobą „moja droga jest prosta, idąc nią, w sercu radość mam, która wciąż mi mówi, jak mam dalej iść”

http://mocni.jezuici.pl/utwory/2/93/moja-droga-jest-prosta

Patrycja

Komentarz do Ewangelii na piątek 06.03.2020

Mt 5, 20-26

„Dlatego mówię wam: jeśli nie będziecie sprawiedliwsi niż nauczyciele Pisma i faryzeusze, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.

Słyszeliście, że kiedyś powiedziano: Nie popełnisz morderstwa, a kto by dopuścił się morderstwa, stanie przed sądem. A Ja wam mówię, że każdy, kto się gniewa na swego brata, będzie osądzony. A kto powie bratu: <Głupcze>, stanie przed Wysoką Radą. A jeśli mu powie: <Durniu>, skazany zostanie na ogień potępienia.

Jeżeli więc przyniesiesz swoją ofiarę na ołtarz i przypomnisz sobie, że twój brat ma coś przeciwko tobie, zostaw przed ołtarzem ofiarę i najpierw idź pojednać się z bratem. Potem wróć i złóż ofiarę. Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, póki jeszcze jesteś z nim w drodze. Bo przeciwnik może cię wydać sędziemu, a sędzia strażnikowi, i zostaniesz zamknięty w więzieniu. Zapewniam cię: Nie wyjdziesz stamtąd, dopóki nie oddasz ostatniego grosza.”

Moja pierwsza myśl, gdy czytam Jezusową interpretację piątego przykazania jest taka, że zachowanie go jest niemożliwe do zrealizowania. Bo ile razy nie opanowałam gniewu, ile razy wypowiedziałam o te kilka słów za dużo… Dzisiejsza Ewangelia pokazuje mi dobitnie, jak bardzo potrzebuję Boga, jak bardzo potrzebuję Jego usprawiedliwienia. Jeśli mam być sprawiedliwsza niż nauczyciele Pisma i faryzeusze, to nie dlatego, że jestem w stanie tak doskonale przestrzegać przepisów prawa, ale dzięki Jezusowi, który mnie usprawiedliwia.

„(…) zostaw przed ołtarzem ofiarę i najpierw idź pojednać się z bratem.” Ta Ewangelia przestrzega mnie też przed pustymi praktykami religijnymi, nie popartymi miłością. W Kościele rozpoczął się czas Wielkiego Postu. Czy mój post prowadzi mnie do Boga i ludzi, czy jest jedynie realizowaniem wymyślonych postanowień, odmawianiem nowych modlitw i rezygnowaniem z czegoś, ale właściwie to nie wiadomo po co?

Agnieszka

Komentarz do Ewangelii na środ 04.03.2020

Łk 12, 35-40

„Jezus powiedział do swoich uczniów: „Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy podobni do ludzi oczekujących swego Pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze.

Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie.

A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.”

Po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii zadaję sobię pytanie: czy ja czuwam, czy jestem gotowy? Czy moje biodra są przepasane a serce gotowe. Ostatnio mam wrażenie, że dużo okazji do czynienia dobra przechodzi mi bokiem. Nie zauważam potrzeb innych, przestałem się starać być bardziej widzącym i służyć innym. Widzę to zwłaszcza w dbaniu o najbliższych, w zaangażowaniu w życie rodzinne, w wychodzeniu z inicjatywą, w okazywaniu rodzinie swoich uczuć i potrzeb.

Jezus przychodzi do mnie… a ja go nie widzę. Otoczyłem się swoją pychą, nie potrafię zmienić swoich ludzkich planów, bo przecież ja sobie je stworzyłem…bo to ja chcę mieć rację, ja chcę mieć dobry pomysł, plan, rozwiązanie.

Dziś Bóg mówi mi przepasz się we Mnie a Ja (sam Bóg) będę ci służył.

Boże otwórz mnie, abym słuchał Twego słowa, abym widział, przyjmował i poddawał się Twoim natchnieniom. Niech chwasty pychy nie zasłaniają mi Ciebie. 

Michał

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 02.03.2020

Mt 25, 31-46

„Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.

Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata!

Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;

byłem spragniony, a daliście Mi pić;

byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;

byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;

byłem chory, a odwiedziliście Mnie;

byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.

Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? Albo spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię, lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?”

A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”.

Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!

Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść;

byłem spragniony, a nie daliście Mi pić;

byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie;

byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie;

byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie”.

Wówczas zapytają i ci: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?”

Wtedy odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tego i Mnie nie uczyniliście”.

I pójdą ci na wieczną karę, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego».”

Kiedy staram się być „lepszym człowiekiem”, skupiam się przede wszystkim na moich grzechach, na tym, co robię źle. Wałkuję w kółko te same grzechy od lat. Obrzucam siebie błotem za to, że nie potrafię posunąć się chociaż o centymetr do przodu.

Obraz z dzisiejszej Ewangelii jest wręcz… wywrotowy. Zauważcie, że Jezus nie mówi ani jednego słowa o popełnieniu złych uczynków. Ani wśród ludzi zbawionych, ani potępionych. Nie wymienia nawet jednego grzechu! Nie przypomina, ile kto spędził czasu na modlitwie albo w świątyni. Jedyne, co liczy się podczas Sądu, to miłosierne uczynki ludzi zaproszonych do Królestwa i brak miłosiernych uczynków, zaniechanie dobra u tych, którzy zostają za drzwiami. W ostatecznym rozrachunku tylko to ma znaczenie. Miłosierdzie odnosi triumf nad sądem.

Panie Jezu, naucz mnie kochać miłością wprowadzającą miłosierdzie w czyn, miłością aktywną, poszukującą okazji do czynienia dobra, miłością ogarniającą wszystkich ludzi, którzy mają Twoje oblicze. Panie, naucz mnie szukać dobra, a nie jedynie unikać zła.

Amen

Asia Balas

Komentarz do Ewangelii na piątek 28.02.2020

Mt 9, 14-15

„Po powrocie Jezusa z krainy Gadareńczyków podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: «Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?»

Jezus im rzekł: «Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć».”

W dzisiejszej Ewangelii, uwagę moją zwraca pytanie uczniów „Dlaczego my dużo pościmy?”  Zastanawia mnie jak to jest, że uczniowie robią coś, tutaj poszczą, a nie wiedzą dlaczego? A zatem jeśli poszczą a nie wiedzą dlaczego, oznacza to, że nie ma w ich poście obecności Boga, spełniają tylko obowiązek prawa.

Jestem bardzo wdzięczny Bogu za ostatni czas w moim życiu. Jest to czas, w którym szukam pracy. Wierzę, że Pan Bóg mi ten czas przygotował, bym zadał sobie kilka pytań, na które nigdy do końca sobie nie odpowiedziałem. 

Po co są mi potrzebne pieniądze? Po co chcę zbudować dom? Dlaczego zależy mi, by zapewnić jak najlepszy byt mojej rodzinie? Oraz kilka innych.

Jest to czas, w którym odkrywam, że nic tak naprawdę mnie nie ucieszy, jak tylko obecność Boga, obecność, która nadaje sens wszelkim dziełom na ziemi. Odkrywam, że goniąc za doczesnością, nie zbliżałem się do Jezusa, ale wykonywałem tylko „swoje obowiązki”…jak apostołowie z dzisiejszej Ewangelii.

Jezu, dziękuję za czas i pytania, które pozwoliłeś mi zadać, proszę o to, bym potrafił szukać przede wszystkim Twojej obecności w codziennych obowiązkach.

Michał

Komentarz do Ewangelii na środę 26.02.2020

Środa Popielcowa

Mt 6, 1-6. 16-18

„Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie».”

Zaczynamy Wielki Post. W dzisiejszej Ewangelii przemawia do mnie obraz izdebki. Pan Bóg. zaprasza mnie bym otworzyła przed Nim swoją izdebkę. Pragnie bliskości ze mną, bez świadków, w ciszy mojego serca, jeden na jeden. 

Ostatnio jakoś szczególnie obserwuję jak to w życiu niewiele trzeba by z igły powstały widły. Sprawa praktycznie błaha urasta i nabiera złego rozgłosu, nie jest rozwiązywana przez zainteresowanei osoby, ale na scenę wchodzą chętni „gapie”.

Jakież to byłoby piękne gdyby ludzie wiele rzeczy zostawiali we własnej izdebce bez dzielenia się z przypadkowymi, zupełnie nie mającymi nic wspólnego z tematem osobami. Co innego jest rada, jakieś podzielenie się przeżyciem z kimś ale co innego nakręcanie się i plotkowanie.

Czy moje słowa niosą dobro czy podział? Czy wyciszają i służą ku budowaniu zgody czy dolewają oliwy do ognia?

Marzy mi się bym nie wydzielała sobie czasu na modlitwę, ale by moja modlitwa stała się niejako moim tlenem/ powietrzem bez którego nie da się żyć. Oddycha się przecież cały czas, także śpiąc. Marzy mi się bym nie upadała pod grzechem pychy – „aby ludzie widzieli”, by moje czyny były bezinteresowne.

Czyja opinia o mnie jest ważniejsza – Boga czy co ludzie powiedzą?

Panie Boże pomagaj mi prześwietlać moje motywacje, widzieć więcej i głębiej.

Proszę Cię Boże o pomoc w realizowaniu tych marzeń bo wiem, że sama nie dam rady.Duchu Święty prowadź mnie w tym Wielkim Poście i nie tylko.

Marta

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 24.02.2020

Mk 9, 14-29

„Gdy Jezus z Piotrem, Jakubem i Janem zstąpił z góry i przyszedł do uczniów, ujrzał wielki tłum wokół nich i uczonych w Piśmie, którzy rozprawiali z nimi. Skoro Go zobaczyli, zaraz podziw ogarnął cały tłum i przybiegając, witali Go.

On ich zapytał: «O czym rozprawiacie z nimi?»

Jeden z tłumu odpowiedział Mu: «Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten, gdziekolwiek go pochwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje. Powiedziałem Twoim uczniom, żeby go wyrzucili, ale nie mogli».

Odpowiadając im, Jezus rzekł: «O plemię niewierne, jak długo mam być z wami? Jak długo mam was znosić? Przyprowadźcie go do Mnie!» I przywiedli go do Niego. Na widok Jezusa duch zaraz począł miotać chłopcem, tak że upadł na ziemię i tarzał się z pianą na ustach.Jezus zapytał ojca: «Od jak dawna to mu się zdarza?»

Ten zaś odrzekł: «Od dzieciństwa. I często wrzucał go nawet w ogień i w wodę, żeby go zgubić. Lecz jeśli coś możesz, zlituj się nad nami i pomóż nam».

Jezus mu odrzekł: «Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy».

Zaraz ojciec chłopca zawołał: «Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!»

A Jezus, widząc, że tłum się zbiega, rozkazał surowo duchowi nieczystemu: «Duchu niemy i głuchy, rozkazuję ci, wyjdź z niego i więcej w niego nie wchodź!» A ten krzyknął i wyszedł, silnie nim miotając. Chłopiec zaś pozostawał jak martwy, tak że wielu mówiło: «On umarł». Lecz Jezus ujął go za rękę i podniósł, a on wstał.

A gdy przyszedł do domu, uczniowie pytali Go na osobności: «Dlaczego my nie mogliśmy go wyrzucić?»

Powiedział im: «Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem».”

Z dzisiejszego długiego fragmentu skupię się na jednym zdaniu, które najbardziej mnie poruszyło.

Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!”

Oto rozpaczliwy okrzyk człowieka, w którym widzę także siebie. Człowieka rozdartego pomiędzy swoją wolą wiary a niemożnością uwierzenia, pomiędzy wolą kochania a niezdolnością do miłości. Ojciec przeczuwa, że syn zostanie uzdrowiony według jego wiary, a równocześnie czuje, że w obliczu trwającej wiele lat choroby dziecka ta wiara w możliwość uzdrowienia przecieka mu między palcami. Dlatego woła w rozpaczy do jedynej Osoby, która może pomóc: Jezu, zaradź temu, że nie potrafię uwierzyć!

Jak często, klęcząc podczas przemienienia, odczuwam analogiczną bezsilność. Chcę wierzyć, że na ołtarzu naprawdę przebywa wcielony Bóg, a nie znajduję w sobie tej wiary. Chcę wierzyć, że Bóg jest obecny i działa pośród nas, chcę naśladować Jego doskonałą miłość. Jak bolesna jest świadomość, że nie potrafię wierzyć i kochać tak, jakbym tego pragnęła! 

Panie, zaradź memu niedowiarstwu! Wcielona Miłości, naucz mnie kochać. Amen

Asia Balas

Komentarz do Ewangelii na piątek 21.02.2020

Mk 8, 34 – 9, 1

„Jezus przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: «Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je.

Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę?

Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi przed tym pokoleniem wiarołomnym i grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi».

Mówił im także: «Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże przychodzące w mocy».”

Przed sytuacją opisaną w dzisiejszym fragmencie Ewangelii, Piotr na uboczu upomina Jezusa, który otwarcie mówił o cierpieniu, które go czeka, swojej śmierci i zmartwychwstaniu. Niejako w odpowiedzi na to, po skarceniu Piotra, Jezus przywołuje tłum i naucza jak mamy być Jego uczniami. Zaprzeć się samego siebie, wziąć swój krzyż i naśladować Jezusa, to są wskazówki, które od Niego otrzymujemy.

Zastanawiam się czy jestem gotowy zaprzeć się samego siebie, wyrzec się swoich planów, mojego pomysłu na życie i przyszłość – oddać to wszystko Bogu i pozwolić się prowadzić, bez wstydu przed ludźmi realizować powołanie, do którego zaprasza mnie Bóg. A może jestem podobny do Piotra przywiązanego do ziemskiej wizji Jezusa jako króla? Może wstydzę się tego co mówi Jezus  i do czego mnie zaprasza?

Jezus przestrzega aby w życiu pełnym pędu i pośpiechu, zaangażowaniu w różne aktywności nie tracić swojej duszy próbując zyskać to co ziemskie i światowe. Czy w pogoni za ciągłym rozwojem, doskonaleniem się, pragnieniem osiągnięcia sukcesu, potrafię usłyszeć co mówi do mnie Bóg?

Panie spraw, abym umiał się zatrzymywać i spoglądać na życie dostrzegając królestwo Boże przychodzące z mocą. Niech ta moc pomaga mi zachować moją duszę – niech pomoże mi zaprzeć się samego siebie, wziąć mój krzyż i naśladować Jezusa.

Michał.

Komentarz do Ewangelii na środę 19.02.2020

Mk 8, 22-26

„Jezus i uczniowie przyszli do Betsaidy. Tam przyprowadzili Mu niewidomego i prosili, żeby się go dotknął. On ujął niewidomego za rękę i wyprowadził go poza wieś. Zwilżył mu oczy śliną, położył na niego ręce i zapytał: «Czy coś widzisz?» A gdy ten przejrzał, powiedział: «Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa».

Potem znowu położył ręce na jego oczy. I przejrzał on zupełnie, i został uzdrowiony; wszystko widział teraz jasno i wyraźnie.

Jezus odesłał go do domu ze słowami: «Tylko do wsi nie wstępuj!».”

W powyższym fragmencie chyba najbardziej zdumiewające są słowa „zwilżył mu oczy śliną”. Dlaczego Pan Jezus uzdrowił niewidomego w ten sposób? Wydaje się to bardzo dziwne. Tak jakby opluł człowieka, aby go uzdrowić. Czy Jezus czasami nie uzdrawia nas poprzez nieprzyjemne doświadczenia, w niespotykany sposób albo przykry? Być może w takich sytuacjach nie doszukujemy się woli Bożej. A przecież może być to początek Jego działania.

Piszę ten komentarz bezpośrednio po tym, jak skończyłam usypiać moją Małą Miłość. Sytuacja niełatwa, jak zdarza się co jakiś czas. Usypianie na rękach, na siedząco, na leżąco. Ogólne rozdrażnienie. Chcę, aby zasnęła szybko, spokojnie i skutecznie. A jest długo i płaczliwie. Trudne doświadczenie. Czytam powyższą Ewangelię i proszę Jezusa, aby uzdrowił mnie ze ślepoty tak jak niewidomego. Abym mogła zobaczyć, co dzieje się „pod pokrywką”, co odczuwa małe dziecko, które tak bardzo potrzebuje dziś czasu i bliskości. Proszę, aby pomógł mi zobaczyć źródło moich negatywnych emocji, jakie jest ich drugie dno?

Chcę widzieć głębiej dzięki Tobie, Jezu.

Aleksandra

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 17.02.2020
Mk 8, 11-13

„Faryzeusze zaczęli rozprawiać z Jezusem, a chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku. On zaś westchnął w głębi duszy i rzekł: «Czemu to plemię domaga się znaku? Zaprawdę, powiadam wam: żaden znak nie będzie dany temu plemieniu».

A zostawiwszy ich, wsiadł z powrotem do łodzi i odpłynął na drugą stronę.”

Faryzeusze nastawali na Jezusa, żądając od niego znaku. Przecież mógł ten znak z łatwością uczynić, udowodnić Swą boskość i może nawet nawrócić „niedowiarków”. A jednak odmówił… A ja tak często, gdy mam podjąć odpowiedzialną decyzję, żądam od Niego niepodważalnych znaków, które wprost mnie poprowadzą. Tak często krzyczę, by udowodnił mi, że wciąż ze mną jest. Z taką łatwością zapominam o mnogości łask, które Jezus mi już pokazał… Zupełnie jak faryzeusze…

I tak łatwo gubię wtedy cichy głos Boga, który naprawdę do mnie mówi poprzez pragnienia mojego serca. A może właśnie to jest najważniejszy znak Jego opieki i prowadzania w moim życiu?

Jakub, mąż Moniki

Komentarz do Ewangelii na piątek 14.02.2020

Łk 10, 1-9

„Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.

Powiedział też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie.

Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: «Pokój temu domowi!» Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was.

W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swą zapłatę.

Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: «Przybliżyło się do was królestwo Boże>>.”

„Przybliżyło się do was królestwo Boże”. Tak, według instrukcji Jezusa, mieli mówić uczniowie do ludzi, którzy przyjmą ich oraz ich naukę o Ewangelii. 

Gdzie leży królestwo Boże? W jaki sposób ono może się „przybliżyć” skoro jest nie z tego świata? Przecież podobno wszechświat się rozszerza, więc wszystko sie raczej oddala niż przybliża 🙂

Królestwo Boże przybliża się wtedy, kiedy serca ludzi, pod wpływem przyjęcia nauki głoszonej przez uczniów Jezusa, stają się bardziej podobne do serc mieszkańców Bożego królestwa. Bardziej podobne do serca Boga. Królestwo Boże przybliża się nie w sensie geograficznym, ale bardziej jak postęp procentów na pasku ładowania 🙂 Zaopiekowałeś/łaś się chorą sąsiadką i… jesteśmy wszyscy 0,00000001% bliżej do życia w Bożym królestwie. No to Kochani, pchajmy ten pasek! 😉 

Panie, przemieniaj moje serce tak, abym umiała postępować według Twojej nauki, stając się obywatelką Twojego królestwa. Amen

Asia Balas

Komentarz do Ewangelii na środę 12.02.2020

Mk 7, 14-23

„Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego:

«Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!»

Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o tę przypowieść. Odpowiedział im: «I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka, i zostaje wydalone na zewnątrz». Tak uznał wszystkie potrawy za czyste.

I mówił dalej: «Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym»..”

I do mnie dziś Jezus mówi, że nie to, co jest na zewnątrz mnie – np. zły wpływ innych osób, złe okoliczności – czyni mnie nieczystą ale zło, które w ukryciu hoduję w moim własnym sercu. A tym złem może być choćby nieprzebaczanie mężowi, szukanie, wytykanie i analizowanie błędów i zła w osobach, z którymi mam trudniejszą relację, niezakończona przed zachodem słońca kłótnia, wybuch złości, gdy szklanka z piciem po raz trzeci w danym dniu ląduje na dywanie. 

Jezus zaleca przyglądanie się swoim uczuciom, emocjom, przywiązaniom, mniej lub bardziej świadomym wyborom, badanie swojego serca, by nie wyhodować w nim zła. Robię to czy sobie odpuszczam? Przecież to jest mój wybór i moja odpowiedzialność – praca nad sobą, walka z grzechem na drodze nawrócenia. Czy znajdę czas, chwilę zatrzymania i uważności, by spojrzeć na moje życie…to też jest mój wybór.

Elementy te wpisują się w poznawany przeze mnie ostatnio codzienny rachunek sumienia proponowany przez Św. Ignacego – czas, w którym z łaską Ducha Św. przyglądam się poruszeniom mojego serca, rozpoznaję i rozeznaję skąd one pochodzą i czy prowadzą mnie do Boga.

Wobec Słów Jezusa z dzisiejszej Ewangelii, inspiracją jest dla mnie Maryja, której serce nie jest przewrotne, tylko czyste i dobre, Maryja, której spojrzenie, jak sobie wyobrażam, jest pełne ciepła, spokoju i nadziei. Maryja, swoją postawą pełną cierpliwości i miłości wydobywa z nas dobro, podnosi na duchu.

Panie Boże, dziękuję Ci za osoby, które mam w swoim otoczeniu, które tak jak Maryja promieniują swoim dobrem, pochodzącym z czystego serca, które nie oceniają a rozumieją i obdarzają nadzieją a przebywanie z nimi sprawia że człowiek chce być lepszy.

Naucz mnie Maryjo takiej postawy! Naucz mnie jak dbać o serce, by było czyste i by kochało innych, by było na wzór serca Jezusa.  

Magda, żona Michała, mama Asi i Krzysia

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 10.02.2020

Mk 6, 53-56

„Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go rozpoznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych tam, gdzie jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby ci choć frędzli u Jego płaszcza mogli dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.”

Prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć…

Od razu przypomniała mi się inna Ewangelia: o kobiecie chorej na krwotok, która od dwunastu lat chorowała, nic jej nie pomagało. Gdy dotknęła frędzli płaszcza Jezusa natychmiast została uzdrowiona. I usłyszała: „Córko Twoja wiara cię uzdrowiła…” 

Jak bardzo jestem spragniona dotyku Jezusa? Przez ostatnie miesiące czuję, że bardzo Go potrzebuję. Walczę o modlitwę, o trwanie przy Nim. Chcę wierzyć i wiem, że Pan Bóg działa w moim życiu i że chcę moich bliskich Mu powierzać.  

Ci, którzy spotykali Jezusa wierzyli, że nawet muśnięcie Go, delikatny dotyk – uzdrowi ich… byli tacy zdeterminowani… I wszyscy, którzy się Go dotknęli rzeczywiscie zostawali uzdrowieni. Jak wielką hojność ma dla nas Bóg, kiedy widzi, że tak o Niego zabiegamy, szukamy Go, jesteśmy z Nim w głębokiej relacji. 

Panie daj nam taką tęsknotę za Tobą. I wiarę w Twoje uzdrowienie nas na ciele i duchu, w naszych relacjach, w każdej sytuacji, która nas przytłacza.

Agnieszka Maziarz

Komentarz do Ewangelii na piątek 07.02.2020

Mk 6, 14-29

„Król Herod posłyszał o Jezusie, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił: «Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim». Inni zaś mówili: «To jest Eliasz»; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, mawiał: «To Jan, którego ściąć kazałem, zmartwychwstał».

Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego, Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem napominał Heroda: «Nie wolno ci mieć żony twego brata». A Herodiada zawzięła się na niego i chciała go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, widząc, że jest mężem prawym i świętym, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a jednak chętnie go słuchał.

Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobistościom w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczyny: «Proś mnie, o co chcesz, a dam ci». Nawet jej przysiągł: «Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa». Ona wyszła i zapytała swą matkę: «O co mam prosić?» Ta odpowiedziała: «O głowę Jana Chrzciciela». Natychmiast podeszła z pośpiechem do króla i poprosiła: «Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela». A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę Jana. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczynie, a dziewczyna dała swej matce.

Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.”

Dzisiejsza Ewangelia przypomina mi o tym, że słowa mają moc. Jan Chrzciciel za swoje słowo napomnienia został wtrącony do więzienia, a Herodiada słysząc prawdę przenika złością i zawziętością , Herod za słowo obiecane młodej dziewczynie ze smutkiem karze przynieść głowę Jana Chrzciciela na tacy. Ciekawe wydaje mi się, że Herod mimo swej niewiary ,,chętnie słuchał” Jana Chrzciciela…Słowa mogą wiele. Dzięki Słowu powstał świat i człowiek.

A jak ogromną moc ma słowo ,,kocham Cię” usłyszane od Boga! Może zmieniać nasze życie!

Czy dbam o to, jakie słowa wypowiadam – czy są to słowa życia czy śmierci? Kiedy ostatni raz powiedziałem współmałżonkowi że go kocham?

Słowo Odwieczne, naucz mnie wypowiadania słów dających życie i nadzieję tym, którzy są wokół mnie! Amen.

Marta

Komentarz do Ewangelii na środę 05.02.2020

Mk 6, 1-6

„Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?» I powątpiewali o Nim.

A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony».

I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.”

„Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swym domu może być prorok tak lekceważony”. Mamy wielką skłonność do przylepiania innym ludziom różnych etykietek – takich, które nam pasują. Dla mieszkańców Nazaretu Jezus był cieślą. Nie dopuszczali myśli, że cieśla – zwykły człowiek, jeden z nich, może być kimś szczególnym, na przykład prorokiem.

Współmałżonek, narzeczony/narzeczona dzieci, rodzice, teściowie, przyjaciele oraz zwykli ludzie,  którzy nas otaczają i zwykłe wydarzenia naszego codziennego życia, mogą być znakiem obecności i działania Boga w naszym życiu. 

Panie proszę Cię o pokorę i czujne serce, abym mogła odkrywać Twoją obecność w mojej codzienności, w osobach, które są tuż obok mnie. Naucz mnie ich słuchać.

Magda

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 03.02.2020

Mk 5, 1-20

„Jezus i uczniowie Jego przybyli na drugą stronę jeziora do kraju Gerazeńczyków. Gdy wysiadł z łodzi, zaraz wyszedł Mu naprzeciw z grobowców człowiek opętany przez ducha nieczystego. Mieszkał on stale w grobowcach i nikt już nawet łańcuchem nie mógł go związać. Często bowiem nakładano mu pęta i łańcuchy; ale łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał, i nikt nie zdołał go poskromić. Wciąż dniem i nocą w grobowcach i po górach krzyczał i tłukł się kamieniami.

Skoro z daleka ujrzał Jezusa, przybiegł, oddał Mu pokłon i zawołał wniebogłosy: «Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię na Boga, nie dręcz mnie!» Powiedział mu bowiem: «Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka». I zapytał go: «Jak ci na imię?» Odpowiedział Mu: «Na imię mi „Legion”, bo nas jest wielu». I zaczął prosić Go usilnie, żeby ich nie wyganiał z tej okolicy.

A pasła się tam na górze wielka trzoda świń. Prosiły Go więc złe duchy: «Poślij nas w świnie, żebyśmy mogli w nie wejść». I pozwolił im. Tak, wyszedłszy, duchy nieczyste weszły w świnie. A trzoda około dwutysięczna ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora. I potonęły w jeziorze. Pasterze zaś uciekli i rozpowiedzieli o tym w mieście i po osiedlach.

A ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie „legion”, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął. A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic.

Gdy wsiadał do łodzi, prosił Go opętany, żeby mógł przy Nim zostać. Ale nie zgodził się na to, tylko rzekł do niego: «Wracaj do domu, do swoich, i opowiedz im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą». Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus mu uczynił, a wszyscy się dziwili.”

Dzisiejsza Ewangelia porusza mnie głęboko. Wyobraziłam sobie, jak może czuć się człowiek żyjący wśród grobów, który za jedyne „towarzystwo” ma legion zniewalających go złych duchów, ktory zna tylko wściekłość i gniew (zauważcie, że zło daje mu pewien rodzaj siły, potęgi – opętany kruszy łańcuchy gołymi rekami). To jest człowiek „mieszkający w cieniu śmierci” – przywołując kantyk Zachariasza. Do takiego człowieka przychodzi Jezus, Życie wcielone – „Nie ma w Nim cienia śmierci”.

A jednak… czasami zło pociąga. Nie chcemy żadnej rewolucji, burzenia ustalonego porządku rzeczy, może nie chcemy tracić tej „siły”, którą daje zło. Ogarnia nas strach. Mówimy: „odejdź z naszych granic”… Gdzie są Twoje granice, za którymi Jezus „nie powinien się mieszać”? 

On jest Życiem…albo pozwolisz Mu przeniknąć się na wskroś i napełnić życiem, albo zamieszkasz w cieniu śmierci.

Asia Balas

PS. Pięknie o Bogu, który jest Źródłem życia dla wszystkich Swoich dzieł, nie tylko ludzi, mówi książka „Boskie zwierzęta”, polecam 🙂 W razie czego mam do pożyczenia 😉 Niech za rekomendację posłuży jedno mega mocne zdanie: 

Mamy Boga, który jest pokarmem, nie konsumentem.

Komentarz do Ewangelii na piątek 31.01.2020

Mk 4,26-34.

„Jezus powiedział do tłumów: «Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza się sierp, bo pora już na żniwo».

Mówił jeszcze: «Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu».

W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją rozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.”

Ile razy było tak, że nie rozumiałam jakiejś sytuacji, denerwowałam się na nią, a po czasie okazywało się, że było to cenne doświadczenie, które przyniosło dobry owoc?

Ile razy teraz łapie się w głowie na myślach w stylu – to bez sensu, znowu mi nie wychodzi, ja bym chciała inaczej …

Pan Bóg jednak w Swoim Słowie daje nam obietnice, że jeśli będziemy pracować,  dbać o jego Królestwo, o relacje z Nim to wydamy plon – „najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie”.

I choć często wydaje nam się, że w ogóle nie przybliżamy się do realizacji naszych celów, pragnień. To jeśli trwamy w tym wszystkim z Nim – czy śpimy, czy czuwamy „we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie,  a on nie wie jak”.

Ola, ufająca Mu, że na końcu wyda „pełne ziarno w kłosie”

Komentarz do Ewangelii na środę 29.01.2020

Mk 4, 1-20

Jezus znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej, na jeziorze, a cały tłum stał na brzegu jeziora. Nauczał ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce:

«Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno ziarno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na grunt skalisty, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo nie było głęboko w glebie. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i uschło, bo nie miało korzenia. Inne padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i wydawały plon, wschodząc i rosnąc; a przynosiły plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny». I dodał: «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!»

A gdy był sam, pytali Go ci, którzy przy Nim byli, razem z Dwunastoma, o przypowieść. On im odrzekł: «Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, aby „patrzyli uważnie, a nie widzieli, słuchali uważnie, a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im odpuszczona wina”».

I mówił im: «Nie rozumiecie tej przypowieści? Jakże więc zrozumiecie inne przypowieści? Siewca sieje słowo. A oto są ci, którzy są na drodze: u nich sieje się słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi Szatan i porywa słowo w nich zasiane. Podobnie zasiewem na gruncie skalistym są ci, którzy gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością, lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Potem gdy nastanie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują. Są inni, którzy są zasiani między ciernie: to ci, którzy wprawdzie słuchają słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że pozostaje bezowocne. Wreszcie zasiani na ziemię żyzną są ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny».”

Za czasów Jezusa siew i zbiory plonów były nieodłącznym elementem życia człowieka, wyznaczały rytm mijających lat. Dziś nasze życie wygląda inaczej, na „zbiór plonów” jedziemy do marketu, a sianiem nie zaprzątamy sobie głowy. Siałeś/łaś coś kiedyś? Oprócz kwiatków na balkonie? Kiedy ja w zeszłym roku próbowałam hodować pomidory na balkonie, zebrałam plon w postaci… jednego pomidora 🙂

Spróbuj przenieść się myślami w czasy Jezusa i z tej perspektywy spojrzeć na przypowieść. Od siewu i plonów zależy przeżycie Twojej rodziny. Nieurodzaj oznacza głód, może nawet śmierć.

Życie lub śmierć. Mając taką perspektywę, jak starannie zadbasz o przygotowanie gleby? Usunięcie z niej cierni, nawodnienie, przepłoszenie ptaków? Pomyśl tak samo o Słowie Bożym. Odpowiednie przyjęcie go oznacza życie dla Ciebie i Twoich bliskich. Zrób wszystko, co w Twojej mocy, zeby Słowo wydało obfity owoc.

Asia Balas

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 27.01.2020

Mk, 3, 22-30

„A uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: «Ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy».Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: «Jak może szatan wyrzucać szatana? Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc szatan powstał przeciw sobie i jest ze sobą skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i dopiero wtedy dom jego ograbi.
Zaprawdę, powiadam wam: Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego». Mówili bowiem: «Ma ducha nieczystego».”

Czy nie bywa czasami tak, że oskarżam Boga o zło? Oskarżam Go za niepowodzenia, porażki, że nie jest tak jak bym chciał żeby było, że stworzył mnie nie tak jak trzeba, że jest daleki, że nie reaguje, że coś mi odbiera, że …

Takie oskarżenie i trwanie w nim zamyka mnie na przyjęcie Bożej łaski. Istotą Boga jest miłość do Ciebie i do mnie.

Nigdy nie zaprzecza tej miłości choć moje pojmowanie świata często mówi mi coś innego.

Tato naucz mnie dostrzegać Twoją miłość i być zawsze wdzięcznym, nieustannie szukać Ciebie i Twojej miłości we wszystkim co dzieje się w moim życiu.

kamil

Komentarz do Ewangelii na piątek 24.01.2020

Mk 3, 13-19

Jezus wszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy.

Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał.”

Poniższy fragment Ewangelii opisuje powołanie przez Jezusa Apostołów by głosili Jego naukę i wypędzali złe duchy. Zastanawiałam się czy Wszechmocny Bóg nie mógłby powołać ich więcej. Gdyby było ich więcej, mogliby więcej osiągnąć. Pan Jezus opiera dalsze głoszenie Zbawienia tylko na 12 mężczyznach. W dodatku jeszcze dobrze wiedział, że był wśród nich zdrajca. Wówczas przychodzą i z jednej strony uspokajają mnie a z drugiej oczywiście zawstydzają słowa z Pisma: „Myśli moje nie są waszymi myślami”.

We fragmencie tym zawsze ciekawią mnie zmiany imion apostołów. Czemu to takie ważne? U Boga nie ma rzeczy ot tak, zawsze wszystko ma znaczenie. Zaczynał się dla nich nowy okres. Pan Jezus chciał by od momentu ich wybrania mieli oni inne imiona, przydomki. Przydomki w dawnych czasach funkcjonowały niejako jak nazwiska. Czyżby zatem i moja zmiana nazwiska po wyjściu za mąż miała głębsze znaczenie aniżeli tylko płaszczyzna formalna, zwyczajowa i tradycyjna?

We fragmencie tym widzimy, że Pan Bóg powołuje bardzo konkretnie. Nie ma tam zbędnych opisów akcji – krótko i na temat.

Tymi apostołami jesteśmy teraz my wszyscy – zostaliśmy zaproszeni by głosić Dobrą Nowinę. Każdy został do czegoś powołany.

Jako żona i mama staram się żyć tak, byśmy tworzyli szczęśliwe małżeństwo i szczęśliwą rodzinę.

Jeśli mój mąż nie będzie szczęśliwy to i ja szczęśliwą nie będę.

Szczęście nie jest zależne od stanu zdrowia ani portfela. Można mieć po ludzku wszystko a być nieszczęśliwym. Pan Bóg chce naszego szczęścia i chce nam błogosławić.

Jakie ja mam talenty by być do czegoś powołaną? Czy to jest właśnie to?

Gdy się nad tym zastanawiam najbardziej obrazowe są dla mnie przykłady z pracy: szczera radość dziecka, które wita mnie po chorobie czy urlopie, uśmiech czy przytulas, wejście na plecy, prośba o gonienie na placu zabaw albo wypożyczanie i czytanie książek historycznych by zrobić nauczycielce niespodziankę – niby drobiazgi a jakże uskrzydlające. Wówczas przychodzi pokój i spokój –  tak to powołanie szczególnie, że różne wichry są i przeciwności nie brakuje, ale czymże to jest skoro mam wsparcie z samej Góry!

Panie Boże dodawaj mi codziennie sił do realizowania moich powołań, wszędzie tam gdzie mnie postawisz – bez tego ani rusz.

Bo przecież moc apostołów nie tkwiła w ich liczbie …

Marta

Komentarz do Ewangelii na środę 22.01.2020
Mk 3, 1-6

W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć.

On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: «Podnieś się na środek!» A do nich powiedział: «Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie uratować czy zabić? » Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę!» Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa.

A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.”

Jezus- wcielony Bóg. Ma moc uzdrawiania, nawet w szabat, co nie mieści się w niektórych głowach. Jemu zaś nie mieści się w głowie, że można stawiać wyżej prawo ustanowione nad tym naturalnym, ustanowionym przez samego Boga. Zasmuca Go postawa faryzeuszy. Gdy pyta ich, co można uczynić w szabat: czy coś dobrego czy złego, czy uratować życie czy zabić, a oni milczą…wpada w gniew. Jego serce zalewa gorycz i smutek z powodu zatwardziałości ich serc. 

Ale Jezus nie reaguje pod wpływem emocji. Choć zasmucony i zagniewany, robi swoje. Uzdrawia pomimo szabatu. Nie zniechęca się, nie wycofuje.

Ta sytuacja z synagogi uczy mnie bycia autentyczną. Pokazuje mi, że warto robić swoje, pomimo milczenia, niechęci, krytyki innych. Uczy mnie, bym doświadczając smutku, nie uciekała od tego uczucia, a pozwoliła sobie na doświadczenie odczuwania tej emocji. Pokazuje też, że emocje nie mogą być przyczyną wycofywania się z czynienia dobra. 

Jezu, zawierzam Ci siebie z całą paletą uczuć. I choć czasem nie wiem co z nimi robić, Twoja obecność koi mimo smutku, daje wytchnienie w gniewie, przywraca wiarę w sens czynienia dobra. 

Bądź zawsze Tym, u którego będę szukać pocieszenia, odpowiedzi, wytchnienia. Amen.

Patrycja, córka Króla, żona Michała, mama Kazika, Dawidka, Feliksa i Adasia

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 20.01.2020

Mk 2, 18-22

Zwyczajów Starego Testamentu nie można przenosić do Nowego

Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Jezusa i pytali: «Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?»

Jezus im odpowiedział: «Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo mają pośród siebie pana młodego. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć.

Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze część ze starego ubrania i gorsze staje się przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki. Wino się wylewa i bukłaki przepadną. Raczej młode wino należy wlewać do nowych bukłaków».

Żarłok i pijak… Taki jest mój Bóg. Nie zachowywał postów i nie przestrzegał odpoczynku, według zasad prawa żydowskiego, w dni wolne. Pił wino, a w dodatku, przy czynnym współudziale matki, na imprezach „pędził”, na naprawdę dużą skalę, alkohol. Słabo? Otóż właśnie – nie. Wręcz przeciwnie- super! Jeśli NAPRAWDĘ NAUCZYMY SIĘ KOCHAĆ bliźnich, tak jak Jezus, wpatrzeni w Ojca – kochając też siebie, to możemy robić naprawdę dużo dziwnych rzeczy i  wyjdzie z tego dla nas całkiem fajne zbawienie 🙂

Wojtek Napiórkowski

Komentarz do Ewangelii na piątek 17.01.2020

Mk 2, 1-12

 ,,Gdy po pewnym czasie Jezus wrócił do Kafarnaum, posłyszano, że jest w domu. Zebrało się zatem tylu ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę.

I przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili nosze, na których leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Dziecko, odpuszczone są twoje grzechy».

A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: «Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga?»

Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: «Czemu myśli te nurtują w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć paralitykowi: Odpuszczone są twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje nosze i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje nosze i idź do swego domu!»

On wstał, wziął zaraz swoje nosze i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga, mówiąc: «Nigdy jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego».’’

Mój mąż powiedział kiedyś o tym fragmencie Pisma zdanie, które zapadło mi w pamięć:

Grzech sprawia, że nie możemy się poruszać.

Moje ciało jest sprawne, ale czy nie jestem przypadkiem duchowym paralitykiem? Czy nie przebywam w rzeczywistości, w której nie mogę się poruszyć, bo unieruchamia mnie apatia, strach, zło które wyrządziłam, zło które inni mi wyrządzili? W dzisiejszej Ewangelii, Jezus pokazuje, że czasem potrzebujemy pomocy drugiego człowieka albo nawet kilku osób, żeby wyrwać się z takiego paraliżu…

Obym zawsze w potrzebie miała takich ludzi obok siebie…i obym potrafiła służyć taką pomocą innym. A z drugiej strony…prawdziwym źródłem uzdrowienia jest Jezus, który uwalnia mnie, usuwając zło. 

Asia Balas

Komentarz do Ewangelii na środę 15.01.2020

Mk 1, 29-39

 ,,Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im.

Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały.

Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: «Wszyscy Cię szukają». Lecz On rzekł do nich: «Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem».

I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.’’

Jezus, to, co się dzieje w Jego życiu czy wokół Niego, często oddaje swojemu Ojcu na modlitwie. Myślę, że są to chwilę, gdzie Jezus pyta Ojca co dalej…, gdzie iść, co robić, jaki jest dalszy plan Ojca na życie Jezusa?

Kiedy coś mi idzie dobrze, kiedy wszystko się układa, zatrzymuję się…, nie chce wychodzić ze swojej strefy komfortu, strefy, gdzie jest mi dobrze i bezpiecznie. Jezus robi inaczej – rusza dalej, w nieznane, w niepewne, dalej głosi i uzdrawia niosąc Dobrą Nowinę innym.  

Czy ja dzielę się swoją radością otrzymaną od Boga z innymi? 

Czy pytam Go: Panie, co mam robić dalej? Nawet wtedy, kiedy wszystko już się ułożyło wg moich pragnień…co mam robić dalej?

Jezus podjął wyzwanie i ruszył w drogę… Tak i my nie bójmy się zaufać Bogu! I starajmy się słuchać Jego głosu, otworzyć się na to, co dla nas przygotował.

Asia, żona Jacka

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 13.01.2020

Mk 1, 14-20

„Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!»

Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich Jezus: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi». A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim.

Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni, zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim..”

Czytając Ewangelię o powołaniu uczniów powracam myślami do momentu pierwszego zachwytu, kiedy poznałam Jezusa. Kończyłam Gimnazjum i należałam do wspólnoty Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Pamiętam, że wtedy WSZYSTKO się zmieniło. Powołanie do życia z Jezusem ukazało mi zupełnie nową i nieznaną perspektywę. Jednocześnie wymagało rezygnacji z wcześniejszego życia. 

Jednak odpowiadając „tak” Bogu, za każdym razem doświadczam pełni i szczęścia. Kiedy Bóg mnie do czegoś zaprasza (pójście na Mszę Świętą, powiedzenie świadectwa, podzielenie się wiarą z sąsiadką) nigdy nie żałuję. Bóg jest niezwykle hojny, wybierając Go dostrzegamy więcej, nie tracimy wcale tego, co nam się może wydawać, że tracimy. 

Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi krótko: „Pójdź za Mną”, a uczniowie NATYCHMIAST zostawiają sieci i idą za Nim.

Czy jest coś, co możesz zrobić dziś dla Boga „natychmiast”? „natychmiast się z kimś pojednam”, „natychmiast kupię kwiaty  żonie”, „natychmiast pójdę do spowiedzi”. Czy może odkładasz coś w swoim życiu?

Natychmiast, bez odkładania na później, idź za Jego głosem.

Aleksandra

Komentarz do Ewangelii na piątek 10.01.2020

Łk 4, 14-22a

„Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane:

Duch Pański spoczywa na Mnie,

ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie,

abym ubogim niósł dobrą nowinę,

więźniom głosił wolność,

a niewidomym przejrzenie;

abym uciśnionych odsyłał wolnymi,

abym obwoływał rok łaski od Pana.

Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego.”

Dlaczego Jezus nauczał z mocą…i skąd miał siłę, by się modlić, uzdrawiać, przemieniać życie innych…by nie spać po nocach, tylko się modlić, by chodzić od wioski do wioski  i mówić o Bogu… Ja czuję się ostatnio słaba, niewyspana, mam wrażenie, że nie ogarniam codzienności, a co gorsza…”snuje się” po mieszkaniu noga za nogą, robiąc to, co muszę albo ruszając się jak słoń w składzie porcelany…i – tym samym – daję marny przykład naszym Dzieciom i marne wsparcie Mężowi.

Dziś czytam w Ewangelii, że Jezus powrócił do Galilei „w mocy Ducha” i mówił w Nazarecie, że Duch Pański na Nim spoczywa… Może za mało Ducha we mnie skoro nie mam mocy w sobie…

Duchu Mocy przyjdź do mnie i bądź w mojej codzienności!!

Wioleta, żona i mama

Komentarz do Ewangelii na środę 08.01.2020

Mk 6, 34-44

Gdy Jezus ujrzał wielki tłum, ogarnęła Go litość nad nimi; byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać. A gdy pora była już późna, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce jest puste, a pora już późna. Odpraw ich. Niech idą do okolicznych osiedli i wsi, a kupią sobie coś do jedzenia”. Lecz On im odpowiedział: „Wy dajcie im jeść”. Rzekli Mu: „Mamy pójść i za dwieście denarów kupić chleba, żeby im dać jeść?” On ich spytał: „Ile macie chlebów? Idźcie, zobaczcie !” Gdy się upewnili, rzekli: „Pięć i dwie ryby”. Wtedy polecił im wszystkim usiąść gromadami na zielonej trawie. I rozłożyli się gromada przy gromadzie, po stu i po pięćdziesięciu. A wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleby i dawał uczniom, by kładli przed nimi. Także dwie ryby rozdzielił między wszystkich. Jedli wszyscy do sytości i zebrali jeszcze dwanaście pełnych koszów ułomków i ostatki z ryb. A tych, którzy jedli chleby, było pięć tysięcy mężczyzn.

Tak…ja zachowuje się tak, jak na początku apostołowie: czuję problem, więc uciekam od niego… „Niech idą do okolicznych osiedli”. Uczniowie Pana jednak poszli dalej – zaufali, a ja?

Apostołowie znali już Jezusa, wiedzieli że jest niezwykły, ale czy też wiedzieli, co Jezus za chwile uczyni..?

Jezus nie musiał wysyłać Apostołów po chleb, mógł od razu go stworzyć z niczego. Posyła ich jednak stawiając w trudnej sytuacji. Dwunastu się nie buntuje, nie pytają „po co”, „przecież i tak nie starczy, bez sensu”. Robią to, co mówi Jezus…

A ty, co byś zrobił na ich miejscu? Ja z pewnością powiedziałbym, że nie starczy jedzenia, że nie ma co sprawdzać ile jest chlebów…

Czy ja wierzę, że dziś Jezus chce mi po prostu błogosławić? Taka mała prosta rzecz… Mi jest trudno zaufać w najmniejszych sprawach, a On chce mi dać tak wiele.

„Wy dajcie im jeść”  – zaufaj mi (wstaw swoje imię), nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham – mówi Jezus.

Tomku – nie chce ci się modlić? Kocham Cię. Nie kochasz Mnie? To ja będę Cię kochał 2 razy mocniej. Spowiadasz się raz w roku? Przyjdź do mnie. Czekam. Kocham cię.

W czym Mu dziś zaufam?

Tomasz

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 06.01.2020

Uroczystość Objawienia Pańskiego

Mt 2, 1-12

Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon».

Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak zostało napisane przez Proroka: a ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela».

Wtedy Herod przywołał potajemnie mędrców i wywiedział się od nich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytajcie starannie o dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś, wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę.

A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, postępowała przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.

A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się z powrotem do swojego kraju.

„Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon”. Słowo Boże zachęca mnie dziś  do zadania pytania: Czy dobrze szukam, czy zauważam znaki Bożej Miłości i Obecności w historii mojego życia, ze szczególnym uwzględnieniem czasu teraźniejszego, dzisiejszego dnia, bieżących wydarzeń które mnie absorbują. Czy dobrze kieruję mój wzrok, czy staram. się rozeznawac kierunek w którym podążam. Kogo słucham wśród tysięcy mędrców. 

„Gdy ujrzeli gwiazdę bardzo się uradowali, weszli i zobaczyli Dziecię.. ” 

Życzę sobie i Wam radosnego dnia Objawienia Pańskiego pełnego znaków i gwiazd. 

Anna, ostatnia w trzodzie:)

Komentarz do Ewangelii na piątek 03.01.2020

Najświętszego Imienia Jezus

J 1,29-34

Nazajutrz Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: „Po mnie przyjdzie mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi”. Jan dał takie świadectwo: „Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym”.

W powyższym fragmencie Ewangelii moją uwagę zwróciło to, jak Jan Chrzciciel jest konkretny w ogłaszaniu, że Jezus jest Synem Bożym. On nie mówi, że „przeczuwa”, „wydaje mu się”, tylko konkretnie i z całą mocą głosi, że przyszedł Mąż, którego wcześniej zapowiedział mu Bóg a który przewyższa go godnością.

Choć Jan Chrzciciel dwukrotnie przyznaje, że wcześniej nie poznał Jezusa, to z racji pokrewieństwa prawdopodobnie miał z Nim styczność. Jednak, dopiero dzięki Duchowi Świętemu, rozpoznał w Nim Syna Bożego – Zbawiciela. Stało się to możliwe dzięki jego bliskiej relacji z Bogiem, pielęgnowaną z wielkim zaangażowaniem, dzięki Jego wsłuchiwaniu się w Ducha Bożego. To właśnie Duch Święty dał mu pewność i odwagę w rozpoznaniu i ogłoszeniu prawdy o Jezusie.

Zadaję sobie pytanie: Czy w moim życiu, mojej codzienności daję Duchowi Świętemu czas i miejsce, aby pokazał mi Pana. Czy jestem otwarta na to, aby prawdziwie poznać Jezusa? Kim tak naprawdę jest On dla mnie? Czy takim krewnym obecnym gdzieś w moim życiu czy też Kimś kto zbawia mnie z moich grzechów?

Obyśmy idąc za przykładem Świętego Jana Chrzciciela, korzystając z darów Ducha Świętego, poznali Jezusa i umieli świadczyć, że On jest Synem Bożym.

Magda, żona, mama   

Komentarz do Ewangelii na środę 01.01.2020

Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi

Łk 2, 16-21

Pasterze pośpiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa oraz leżące w żłobie Niemowlę. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli, co im zostało objawione o tym dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, zdumieli się tym, co im pasterze opowiedzieli.

Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to zostało przedtem powiedziane.

Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał Anioł, zanim się poczęło w łonie Matki.

Myśl 1

Pastuszkowie, a raczej ludzie żyjący w trudnych warunkach, z niezadużymi perspektywami i statusem, może marzący o innym, lepszym życiu… Ale to im Bóg dał misję, którą przez tysiąc lat wspomina się corocznie. Misję obwieszczenia cudownej nowiny, dla ludzkości o większych skutkach niż zdobycie księżyca, niemieszczącej się w umyśle. I po wypełnieniu, TAKIEJ misji wracają do siebie, i nic się nie zmienia….ich szopy nie zamieniły się w pałace, stada owiec nie przemieniły w karawany … A oni wrócili wielbiąc i wysławiając Boga .. Patrząc dziś na nich , myślę o mojej interesowności w służbie Bogu, o tym jak oczekuję zmian „od zaraz”  według mojego planu. A tymczasem mijam Jego codzienne czułe towarzyszenie mi, które dostrzegli pasterze. Chcę bardzo tak jak oni chodzić w radości obecności Boga w moim życiu, właśnie w tej chwili…w ufności Jego planu.

Myśl 2

Maryja zachowywała wszystkie te sprawy w swoim sercu… W sumie mogę jak pasterze przekazać Maryi wieści, opowiedzieć co mi się wydarzyło czego nie rozumiem w moim życiu… Ona będzie to za mnie rozważać, a ja mogę cieszyć się obecnością Boga. Nie muszę wszystkiego zrozumieć, co za ulga…

Agnieszka, dziękująca Bogu w stajence  żona i mama

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 30.12.2019

Łk 2, 36-40

Gdy Rodzice przynieśli Dzieciątko Jezus do świątyni, była tam prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

Jakąż wiarę musiała mieć prorokini Anna, że trwała na modlitwie dniem i nocą, poszcząc. Zadaję sobie pytanie, jaka jest moja wiara? Anna – nie rozstawała się ze świątynią, ja- znajduję, choć nie zawsze, 15 minut dziennie na modlitwę…

Bóg jest dobry. Codziennie otrzymuję od Niego w prezencie czas, który po rozpakowaniu daje dokładnie 1440 minut, bo tyle liczy doba. Moje 15 minut to zaledwie 1% z kapitału Bożego, który inwestuję na spotkanie z Tym, który jest dla mnie najważniejszy. Jakiś absurd. Liczyłam kilkakrotnie, bo sama nie mogłam w to uwierzyć…

Jak ma wyglądać moja wiara, gdy oddaję Bogu tylko 1%?Jak ma wyglądać moja codzienność, gdy oddaję zaledwie 1% daru? Czy mogę liczyć na cuda? A mimo wszystko Bóg jest hojny. Prorokini Anna doświadczyła Jego ogromnej szczodrości, gdy Maryja z Józefem przynieśli Jezusa do świątyni. Dziecię wynagrodziło jej wierność…po stokroć.

Boże Ojcze, ucz mnie hojności. Tak, bym umiała oddawać Ci to, co mam najcenniejsze-mój czas. Pragnę trwać przy Tobie na modlitwie, bo Ty wówczas możesz przemieniać moje serce i czynić je wrażliwym na Twoje Słowo.

Patrycja, córka Króla, żona, mama

Komentarz do Ewangelii na środę 25.12.2019

Święto św. Jana Apostoła i Ewangelisty

J 20, 2-8

Pierwszego dnia po szabacie Maria Magdalena pobiegła i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”.

Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu.

Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył.

Św. Jan był umiłowanym uczniem Pana Jezusa. Był świadkiem przemienienia Pańskiego i konania w Ogrodzie Oliwnym. Podczas ostatniej wieczerzy spoczął na piersi Zbawiciela. Umierając na krzyżu, Pan Jezus oddał mu w opiekę swoją Matkę.

Kiedy czytam ten fragment Ewangelii zaciekawia mnie postać Św Jana patrona dzisiejszego dnia, a jednocześnie autora tej Ewangelii. Przybył on jako pierwszy do grobu Jezusa, zobaczył, że jest pusty, ale nie uwierzył od razu, że Jezus zmartwychwstał. Potrzebował spojrzeć na wydarzenia z dystansu, nie wstydził się też do tego przyznać. 

Widzę jak trudno mi czekać, nie zrażać się tym, że owoce rodzą się w czasie, że nie zawsze widać wszystko od razu. Czasami muszę z dystansem, chwilą zastanowienia i zaufaniem Bogu spojrzeć na moje życie. 

Magda, szczęśliwa żona i mama 🙂

Komentarz do Ewangelii na środę 25.12.2019

Łk 2, 1-14

W owym czasie wyszło rozporządzenie cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Podążali więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta.Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna.Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Powiła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Wtem stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. I rzekł do nich anioł: «Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: znajdziecie Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie».I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: «Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których sobie upodobał».

Jako tata chcę tego co najlepsze dla mojej rodziny. Bóg Ojciec, dla swojego Syna, sam wybrał rodzinę. Domyślam się, że jako najlepszy Tata (a do tego wszechmocny), wybrał najlepszą. 

Czy wybór Boga Ojca jest dla mnie zrozumiały? Jaki jest mój typ „najlepszej” rodziny dla moich domowników? Czy to o co zabiegam każdego dnia jest zbieżne z tym, o co zabiegali i o co codziennie troszczyli się Józef i Maryja? Czy to w co angażuję czas (który mógłbym spędzić z rodziną) i siły jest tego warte?

Myślę, że odpowiedzi na te pytania mogę zobaczyć patrząc na styl życia najlepszej Rodziny. Przeczuwam, że to „przyglądanie się” może nie być po mojej myśli…

Dziś chcę ucieszyć się moją rodziną i z wdzięcznością za moją rodzinę stanąć przed Bogiem, ale również chcę przejrzeć się – patrząc na Świętą Rodzinę – jak w lustro. 

Najlepsza Rodzino, obudź nasze rodziny, uwolnij nas rodziców od pogoni za tym, co nie daje życia, a jest jedynie błyskotką, mieniącą się konieczną, aby być szczęśliwymi. Daj nam łaskę to rozpoznać i wybierać jedynie to dla naszych rodzin, co jest prawdziwe, wieczne i nadające sens. 

Wojtek, mąż i tata

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 23.12.2019

Łk 1,57-66

Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna.Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał jej tak wielkie miłosierdzie, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. ale matka jego odpowiedziała: «Nie, natomiast ma otrzymać imię Jan». Odrzekli jej: «Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię».Pytali więc na migi jego ojca, jak by chciał go nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: «Jan będzie mu na imię». I zdumieli się wszyscy.A natychmiast otworzyły się jego usta i rozwiązał się jego język, i mówił, błogosławiąc Boga. Wtedy strach padł na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. a wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: «Kimże będzie to dziecię?» Bo istotnie ręka Pańska była z nim.

W dzisiejszym Słowie podziwiam Elżbietę, która bez ogródek i przejmowania się co sobie ktoś pomyśli, daje świadectwo wiary. Mówi wszystkim, którzy pytają o imię syna (wbrew ich oczekiwaniom): „nie Zachariasz, ale Jan będzie miał na imię”.  Tym samym stawia wyraźnie swoją granicę…, nie przeraża ją nawet fakt, że jej mąż nie pomoże jej wytłumaczyć tę decyzję zdziwionym krewnym i sąsiadom, bo przecież nie może mówić. 

Elżbieta, w rozmowie z innymi, używa bardzo stanowczych słów: „Nic podobnego!” Wyobrażając sobie tę scenę ewangeliczną, budzi się we mnie ogromne pragnienie, aby być tak zdecydowaną i klarowną jak Elżbieta…zwłaszcza w sytuacjach, gdy chodzi o moją wiarę i wartości. Nie chcę być skrępowana, gdy modlę się przed posiłkiem z Rodziną wśród innych – nic podobnego! Nie chcę ukradkiem robić znaku krzyża, gdy mijam świątynię – nic podobnego! Nie chcę, aby z moich ust znikało imię Boga, gdy jestem wśród osób, którym On jest daleki – nic podobnego!

Elżbieta stawia mnie dziś na straży mojej wiary i naszych rodzinnych wartości. Bóg zaprasza mnie (już nie pierwszy raz zresztą), abym odważnie słuchała głosu mojego serca, ufając, że On sam w nim objawia mi swoją wolę. 

Marta umiłowana, empatyczna, żona Damiana i mama Stefana

Komentarz do Ewangelii na piątek 20.12.2019

Łk 1,26-38

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a dziewicy było na imię Maryja.Wszedłszy do Niej, Anioł rzekł: «Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami ». Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co by miało znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie on wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca». Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. a oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, którą miano za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego». Na to rzekła Maryja: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego». Wtedy odszedł od Niej Anioł.

Pan posyła ludzi do działania. Posyła ich, by wskazać innym drogę do Niego. Dzięki takim ludziom, mogę spojrzeć na tę Ewangelię inaczej niż dotąd.

Anioł z momentu zwiastowania, w moich wyobrażeniach, ewoluował ze skrzydlatej istoty w istotę bezskrzydłą, a następnie w głos z niebios. Aktualnie pracuje we mnie taka myśl, że Bóg „kiedyś” nie działał inaczej niż teraz, że Jego sposoby docierania do człowieka (nawet takiego niesamowitego jak Maryja) były i są niezmienne. Wyobrażam sobie  Maryję, która moment zwiastowania przeżywa na cichej modlitwie w skupieniu, a posłany anioł mówi „w niej”- dokładnie w ten sam sposób, w który Bóg stara się mówić do nas. Widzę jej zakłopotanie i niepewność tego czy to co słyszy i czuje na tej modlitwie pochodzi od Boga, czy też ona sama sobie czegoś nie wmawia. Zgadza się, ale postanawia sprawdzić czy „nie zwariowała” więc odwiedza Elżbietę.

Ta Ewangelia, jest dla mnie zachętą do dawania Panu przestrzeni na mówienie do mnie…, oddawaniu Mu czasu i pełnej uwagi. Daje też odwagę do sprawdzania czy i jak Bóg działa w moim życiu. 

Damian mąż i ojciec

Komentarz do Ewangelii na środę 18.12.2019

Mt 1, 18-24

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.Gdy powziął tę myśl, oto Anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, on bowiem zbawi swój lud od jego grzechów».A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: «Oto dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel», to znaczy Bóg z nami.Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił Anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.

Poruszająca dla mnie jest postawa Józefa, zaprezentowana w dzisiejszym fragmencie Ewangelii. Wyobrażam sobie, jak zafrasowany i przejęty musiał być Józef, kiedy usłyszał o poczęciu z Ducha Świętego dzieciątka w łonie Maryi. Jak wiele pytań rodziło się w Jego głowie, kiedy podejmował decyzję o potajemnym Jej odesłaniu. Patrząc po ludzku musiała być to dla niego bardzo trudna sytuacja…

Z drugiej strony widzimy jak niewiele Józef potrzebował, aby całkowicie zaufać Bogu. O ile wcześniej, w czasie zwiastowania do Maryi anioł przybył bezpośrednio, to Józefowi się on jedynie przyśnił. I ten sen był dla Józefa wystarczającym sygnałem, aby przyjąć swoją małżonkę do siebie – jak podkreśla to Ewangelia – zrobił to zaraz po przebudzeniu. Józef nie szukał wymówek, nie szukał racjonalnych odpowiedzi, nie czekał, nie roztrząsał tematu, nie wahał się podjąć zadania, które zostało mu przedstawione przez Bożego wysłannika – Józef uwierzył.

Panie przymnóż mi wiary i męstwa, abym z przekonaniem i poświęceniem, wzorem Józefa, potrafił realizować powołanie, do którego mnie zapraszasz.

Michał, mąż Madzi, tata Asi i Krzysia

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 16.12.2019

Mt 21, 23-27

Gdy Jezus przyszedł do świątyni i nauczał, przystąpili do Niego arcykapłani i starsi ludu, pytając: «Jakim prawem to czynisz? i kto Ci dał tę władzę?»Jezus im odpowiedział: «Ja też zadam wam jedno pytanie: jeśli odpowiecie Mi na nie, i Ja powiem wam, jakim prawem to czynię. Skąd pochodził chrzest Janowy: z nieba czy od ludzi?»Oni zastanawiali się między sobą: «Jeśli powiemy: „z nieba”, to nam zarzuci: „Dlaczego więc nie uwierzyliście mu?” A jeśli powiemy: „od ludzi”, to boimy się tłumu, bo wszyscy uważają Jana za proroka».Odpowiedzieli więc Jezusowi: «Nie wiemy». On również im odpowiedział: «Zatem i Ja wam nie powiem, jakim prawem to czynię».

Arcykapłani kalkulowali odpowiedzi i postępowania Jezusa. W macierzyństwie często jest podobnie: lepiej nie odpowiem dziecku wprost na pytanie czemu moja kurtka wisi na krześle zamiast  na wieszaku?…bo po co ma mi wytykać błąd. Lepiej jak odbiję piłeczkę i oskarżę o nie zdjęte nadal buty. Jezus nie chce takich zachowań. Moja 3-latka żąda prawdy i szczerości, w przeciwnym wypadku zrywa dialog. Trzeba być wiernym Bogu, ciągniętym wartością… 

Przypominają mi się słowa Jezusa, że jak ktoś w małej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej pozostaje wierny. Bóg przez moją córkę mówi mi, że chce mnie zrozumieć, ale muszę być szczera i wpuszczać Go do bałaganu mojego serca… Dzięki Ci Panie za tych najmłodszych, którzy mówią Twoim głosem.

Ala, od blisko 6 lat Córka Boga i żona dzielnego męża, od 3 lat mama Jasi i Krysi

Komentarz do Ewangelii na piątek, 13.12.2019

Mt 11, 16-19

Jezus powiedział do tłumów:«Z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest do przesiadujących na rynku dzieci, które głośno przymawiają swym rówieśnikom: „Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wy nie zawodziliście”. Przyszedł bowiem Jan, nie jadł ani nie pił, a oni mówią: „Zły duch go opętał”. Przyszedł Syn Człowieczy, je i pije, a oni mówią: „Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników”. A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny».

W tym fragmencie Jezus pokazuje przewrotność i upartość serc ludzkich. 

Czym karmię się duchowo w ciągu dnia? Jak dbam o to, aby moje serce nie gnuśniało? 

W przedświątecznej, dynamicznej rzeczywistości łatwo jest stracić z oczu Tego, dla którego przygotowujemy nasze serca i domy. Zadbajmy o to, aby nie tylko nasze okna, ale również nasze serca były gotowe na Boże Narodzenie.

Gosia, chrześcijanka, kobieta, żona, mama

Komentarz do Ewangelii na środę, 11.12.2019

Mt 11, 28-30

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście. Ja dam wam wytchnienie. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, że jestem łagodny i pokorny sercem. Znajdziecie ukojenie dla waszych dusz. Bo moje jarzmo jest łatwe do niesienia, a mój ciężar lekki.”

Czy nie jest tak, że jedną z częstych przyczyn, dlaczego rezygnujemy ze spotkania z Bogiem, jest właśnie jakieś utrudzenie, nasze zmęczenie? Poczucie, że więcej nie udźwignę, że muszę się w końcu wyspać, potrafi mi odebrać chęć do modlitwy, do zaangażowania się w coś dobrego, do posłuszeństwa dobrym natchnieniom.

A Jezus zapewnia, że jarzmo miłości jest łatwe do niesienia. Jeśli weźmiesz na siebie to jarzmo, masz szansę doświadczyć, jak łagodny i pokorny może być wobec Ciebie Bóg. Nie narzuci Ci czegoś, czego nie udźwigniesz, nie będzie wymagał ponad Twoje siły. Mało tego, On obiecuje, że da Ci wytchnienie, gdy przyjdziesz do Niego… Czy masz takie doświadczenie modlitwy, która jest odpoczynkiem w Bogu, czy raczej wydaje Ci się, że nie warto sobie dokładać trudu, skoro i tak jesteś przemęczony, skoro w pracy kocioł, w domu nie wiesz, w co ręce włożyć? Czy zdarzało Ci się nie wyrabiać z obowiązkami, ale gdy znalazłeś czas na modlitwę, starczyło Ci też czasu na inne sprawy? Może to kłamstwo, w które dałeś się wplątać, że jesteś zbyt utrudzony, aby jeszcze wygospodarować chwilę dla Boga.

W naszej obecnej parafii roraty odbywają się od poniedziałku do soboty o godzinie 6.30. W tym roku postanowiliśmy, że będziemy w nich uczestniczyć całą rodziną. I choć łatwo byłoby sobie odpuścić i uznać, że zrywanie się „w środku nocy” w naszym przypadku nie jest możliwe, doświadczamy, że ten „ciężar” jest rzeczywiście „lekki”. Mam poczucie, że w tym adwencie wybraliśmy „najlepszą cząstkę”. Radość z rozpoczynania dnia Eucharystią jest nieporównywalnie większa od trudu, który ponosimy w związku z wczesnym wstawaniem. Mało tego, okazuje się, że nasze dzieci lubią roraty, a wieczorem po prostu chodzą spać wcześniej.

Agnieszka, żona Karola, mama Emilki, Szymka i Rafałka

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek, 09.12.2019

Łk 5, 17-26

Pewnego dnia, gdy Jezus nauczał, siedzieli tam też faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy przyszli ze wszystkich miejscowości Galilei, Judei i z Jeruzalem. a była w Nim moc Pańska, tak że mógł uzdrawiać.

Wtem jacyś mężczyźni, niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim. Nie mogąc w żaden sposób go przenieść z powodu tłumu, weszli na płaski dach i przez powałę spuścili go wraz z łożem na sam środek, przed Jezusa.

On, widząc ich wiarę, rzekł: «Człowieku, odpuszczone są ci twoje grzechy». Na to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli się zastanawiać i mówić: «Kimże on jest, że wypowiada bluźnierstwa? Któż może odpuścić grzechy prócz samego Boga?»

Lecz Jezus przejrzał ich myśli i w odpowiedzi na nie rzekł do nich: «Co za myśli nurtują w sercach waszych? Cóż jest łatwiej powiedzieć: „Odpuszczone są ci twoje grzechy”, czy powiedzieć: „Wstań i chodź”?

Otóż żebyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów» – rzekł do sparaliżowanego: «Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu!» I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do swego domu, wielbiąc Boga.

Wtedy zdumienie ogarnęło wszystkich; wielbili Boga i pełni bojaźni mówili: «Przedziwne rzeczy widzieliśmy dzisiaj».

 Paralityk nie może sam przyjść do Jezusa. Nie wiemy, czy gdyby był zdrowy, byłby zainteresowany Jego nauczaniem.

Na szczęście ma wokół siebie ludzi, którym zależy, którzy troszczą się o chorego. Przynoszą go do Jezusa, dając mu szansę na nawiązanie relacji z Bogiem, odpuszczenie grzechów i uzdrowienie. 

Czy potrafię tak, jak przyjaciele paralityka „zanosić” swoich bliskich, osoby ze wspólnoty, osobę towarzysząca w formacji, przed oblicze Boga?

Czy jestem uważna/uważny na potrzeby drugiego człowieka?

Adwent jest czasem, w którym Jezus zaprasza nas do poszerzania naszych serc, ofiarności, drobnych uczynków miłosierdzia. Wejdźmy w ten dzień z pragnieniem pomocy. 

Gosia, chrześcijanka, kobieta, żona, mama

Komentarz do Ewangelii na piątek, 06.12.2019

Mt 9, 27-31

Gdy Jezus przechodził, ruszyli za Nim dwaj niewidomi, którzy wołali głośno: «Ulituj się nad nami, Synu Dawida!» Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: «Wierzycie, że mogę to uczynić?» Oni odpowiedzieli Mu: «Tak, Panie!»

Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: «Według wiary waszej niech wam się stanie». I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: «Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie!» Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy.

 Zawsze jak czytam fragment o uzdrowieniu dwóch niewidomych myślę o sobie, jak często ja, mimo tego, że widzę nie dostrzegam drugiego człowieka, jak często nie widzę Boga w moim życiu, jak często patrzę w złą stronę.

Uśmiecham się, gdy myślę sobie o tych słowach w kontekście dnia Świętego Mikołaja. Dnia, w którym skupiam się na prezentach, myślę jak przygotować dom na Święta Bożego Narodzenia, szukam choinki i robię dużo innych rzeczy. Zapominając o Tym, który jest w te Święta najważniejszy. Co roku mam postanowienie, że będzie inaczej, co roku chcę się więcej modlić, przybliżyć się do Pana Boga, ale z tyłu głowy mam myśl, że w sumie i tak będzie tak jak zawsze. A Jezus zadaje mi dziś pytanie, czy wierzysz, że mogę zmienić twoje myślenie? Czy wierzysz, że w tym roku w Adwencie i w Święta będziesz umiał się patrzeć na Mnie i skupić się na tym co jest najważniejsze? Jeżeli tak to: „według wiary waszej niech wam się stanie”.

I właśnie to zdanie zawsze daje mi pokój, bo wiem, że jedyne co muszę robić w swoim życiu to wierzyć. Wierzyć kochającemu i miłosiernemu Bogu.

Marcin, szczęśliwy mąż swojej żony Karolki 🙂

Komentarz do Ewangelii na środę, 04.12.2019

Mt 15, 29-37

Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział. i przyszły do Niego wielkie tłumy, mając z sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u Jego stóp, a on ich uzdrowił. Tłumy zdumiewały się, widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. i wielbiły Boga Izraela. Lecz Jezus przywołał swoich uczniów i rzekł: «Żal Mi tego tłumu! Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają, co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby ktoś nie zasłabł w drodze». Na to rzekli Mu uczniowie: «Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba, żeby nakarmić tak wielki tłum?» Jezus zapytał ich: «ile macie chlebów?» Odpowiedzieli: «Siedem i parę rybek». A gdy polecił tłumowi usiąść na ziemi, wziął siedem chlebów i ryby i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów.

 Po przeczytaniu fragmentu Ewangelii po pierwsze budzi się we mnie wdzięczność za osoby, które przyprowadziły mnie do Boga i które cały czas na tej drodze wspierają m.in. za męża, rodziców, przyjaciół, spowiedników.

Po drugie Jezus uświadamia mi, że dla Niego mogę mieć puste ręce albo bardzo niewiele, a On może przemienić to w coś pięknego i nakarmić drugiego człowieka. Dla mnie tym ,,niewiele” jest np. uśmiech, miły SMS, podanie herbaty, liścik zostawiony na stole, serce zrobione z ketchupu na kanapce z serem…Proste sprawy, a mogą sprawić, że ktoś zostanie ,,nakarmiony” radością.

Marta, żona Michała, córka Szefa

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek, 02.12.2019

Mt 8, 5-11

Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: «Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi». Rzekł mu Jezus: «Przyjdę i uzdrowię go». Lecz setnik odpowiedział: «Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: „idź!” – a idzie; drugiemu: „Przyjdź!” – a przychodzi; a słudze: „zrób to!” – a robi». Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: «Zaprawdę, powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i z Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim».

Rozważając ten fragment Ewangelii porusza mnie to, że setnik pomimo tego, że czuł się niegodny, aby przyjąć Jezusa, był nadal gotów prosić Go o pomoc. Miał wielką wiarę. W moim życiu kiedy jest mi trudno,  wszystko nie idzie tak, jak bym tego pragnęła i czuje się niegodna, słaba…trudno mi jest wołać o pomoc do Jezusa. 

Zastanów się dzisiaj nad tym… czy kiedy czujesz się słaby, grzeszny, potrafisz wołać o pomoc do Niego?

Niech ten Adwent będzie dla nas czasem nadziei i radości. Przeżywajmy go z myślą, że dla Boga nie ma nic nie możliwego. Wystarczy tylko…jedno Jego słowo i nasza wiara w to, że On może wszystko.

Asia Gałązka

Komentarz do Ewangelii na piątek, 29.11.2019

Łk 21, 29-33

Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść:«Spójrzcie na figowiec i na wszystkie drzewa. Gdy widzicie, że wypuszczają pąki, sami poznajecie, że już blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie te wszystkie wydarzenia, wiedzcie, iż blisko jest królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą».

W wielu psalmach jest napisane, że cała Ziemia będzie radować się, kiedy przyjdzie Pan. Rzeki będą klaskać w dłonie, a góry wołać z radości. Czasem wyobrażam sobie, jak mogłoby to wyglądać. W jaki sposób raduje się drzewo? Wyobrażam sobie, że w jednym momencie uwielbiłoby Boga całym swoim pięknem – wiosennymi kwiatami, letnią zielenią, jesiennymi liśćmi… Dlatego czasem, kiedy widzę jakąś roślinę która zachowuje się „niestosownie” do pory roku, na przykład stokrotkę kwitnącą w grudniu (co przy obecnych anomaliach pogodowych już nawet nie dziwi), myślę sobie: „A gdyby tak… A może to już dzisiaj? Może to idzie Pan… i ziemia zaczyna śpiewać na Jego cześć?”

Czy Ty pamiętasz, że zostałeś stworzony/zostałaś stworzona dla zupełnie innej rzeczywistości niż życie doczesne? Czy radujesz się tą myślą? Czy czekasz na Niego?

Jezus mówi, że będziemy wiedzieli, że Królestwo Boże jest bliskie, kiedy ujrzymy „te wszystkie wydarzenia”. Jakie to wydarzenia? Aby się dowiedzieć, trzeba cofnąć się do wcześniejszych wersetów:

„Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. 26 Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte7. 27 Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku8 z wielką mocą i chwałą. 28 A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie».”

Zaraz, zaraz. Jaki znów szum morza, jakie zagrożenie dla Ziemi? Czy Bóg nie zawarł z ludźmi przymierza, że nigdy już nie spuści na Ziemię potopu? Nasz Bóg jest Bogiem, który dotrzymuje obietnic. Wydaje mi się natomiast dość prawdopodobnym, że nawałnicę, o której mowa w tym fragmencie, spuścimy sobie na głowy sami przez naszą chciwość i bezmyślne niszczenie świata, który Pan nam podarował. Czy z każdym rokiem nie wzmagają się niszczycielskie huragany, susze i powodzie? 

Czy dbam o świat, nad którym Pan ustanowił mnie zarządcą? Jedna osoba „nic nie może”, no wiadomo, wiadomo… Kropla w morzu. Ale mam nadzieję, że nie taka będzie moja odpowiedź, kiedy Pan zapyta mnie na koniec czasu: „Córko, co się stało ze światem, który Ci podarowałem?” Bardzo chciałabym móc odpowiedzieć „Tato, próbowałam…”. Niestety na dzień dzisiejszy ta odpowiedź brzmiałaby pewnie „Tato, miałam ważniejsze sprawy na głowie”.

Asia Balas

Zarządca świata 😉

Komentarz do Ewangelii na środę, 27.11.2019

Łk 21, 12-19

Ale zanim to wszystko się stanie, wystąpią przeciwko wam i będą was prześladować, wydając synagogom i wtrącając do więzień. Ze względu na moje imię poprowadzą was przed królów i namiestników. Będzie to dla was okazja do dawania świadectwa. Weźcie to sobie do serca, by nie przygotowywać wcześniej swojej obrony. Ja wam dam wymowę i mądrość, której nie będzie mógł się oprzeć ani przeciwstawić żaden wasz przeciwnik. Będą was wydawać nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele. A niektórych z was zabiją. Będziecie znienawidzeni przez wszystkich z powodu mojego imienia. Ale nie zginie nawet włos z waszej głowy. Dzięki swej wytrwałości zyskacie wasze życie.

Pozwoliłem sobie wziąć pod rozwagę tekst z Pisma Św. z edycji św. Pawła (biblia paulińska). A to dlatego, że słowa z tysiąclatki: „Ale włos z głowy wam nie spadnie”, będące niezbyt chyba fortunnym tłumaczeniem, przekonać mnie, w sposób bezpośredni nie mogą. Przecież, w kontekście palonych czy męczonych chrześcijan, niejednokrotnie pozbawianych, przy tym, różnych części ciała,  ciężko powiedzieć, że włos z głowy im nie spadł. A już na pewno nie w przypadku św. Andrzeja Boboli. Co prawda rozumiem metaforę w tym zdaniu, niemniej tekst z wydania paulińskiego jest już jednoznaczny: „nie zginie nawet włos” i pozwala, w sposób sielski, oddawać się kontemplacji przyszłego życia, z bujną fryzurą na głowie.

Wracając do meritum, zadaję sobie pytanie: Jaki los przepowiada swoim naśladowcom Jezus? Otóż: „wystąpią przeciwko wam i będą was prześladować”. O zgrozo, Chrystus nic nie mówi, że w którymś momencie, pokoleniu, czy w odniesieniu do pojedynczego człowieka, taki fakt nie nastąpi. Słowa te dotyczą więc każdego z nas jak i całego Kościoła świętego, teraz i tu. Co najmniej będą nas prześladować. Dalej: „poprowadzą was przed królów i namiestników.” – czytaj „przed szefa” w Twojej firmie „Będzie to dla was okazja do dawania świadectwa.”.

Ile osób z nas dzieli życie pomiędzy różne aktywności (ja szczególnie miałem/ mam tą zdolność): Ja w kościele, aniołek, przepuszczę starszą Panią do komunii, i na całe gardło zaśpiewam: „nie damy pogrześć wiary”.

Ja w domu, wymagający szacunku, zapracowany, rodzic kanapowy, zmęczony robotą, no ale dwa razy dziennie obowiązkowy paciorek z dzieciakami.

Ja w pracy. A to już zupełnie inna bajka. Na chleb trzeba zarobić i tu wszystkie chwyty dozwolone.

Mogę jeszcze wymienić: ja w samochodzie i lepiej, żeby nikt z Was nie zajechał mi drogi, bo wtedy, nie usłyszy co prawda zza szyby swojego i do tego mojego samochodu, tego co mam do powiedzenia, ale może być pewny, że nie jest odmawiana nad nim modlitwa wstawiennicza.

Niezbyt piękne to świadectwo. Więcej, całościowo patrząc- katastrofa. Skoro to jestem ja jeden to na pewno z zaawansowaną schizofrenią i jednocześnie chorobą afektywną dwubiegunową. Resztę chorób świadomie w tym przypadku przemilczę.

Co mogę zrobić? Słuchać Taty, ciesząc się jego Słowem i błagać Go o pracę nade mną, bo sam guzik osiągam. Boże, Bądź przy mnie, abym dawał nieustannie świadectwo o Tobie! Mozolnie, z wytrwałością, co naprawdę nie przychodzi łatwo, przechodzę także bieżącą formację. Nie to, żeby to było rzeczywiście trudne, tylko ja jestem leń. Ale walczę! No i podstawa, dziękuję Ojcze, że z Tobą jestem we wspaniałej wspólnocie, z wizją na wspaniałomyślny wyrok: „Dzięki swej wytrwałości zyskacie wasze życie”.

No i już naprawdę na koniec. Bogu dziękuję za moją żonę. Bo gdyby ona nie odbierała maili, to mógłbym zapomnieć o bujnych włosach…

Z Bogiem

Wojtek

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek, 25.11.2019

Łk 21, 1-4

Gdy Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak pewna uboga wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki, i rzekł: «Prawdziwie, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę Bogu z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie».Ewangelia z dzisiejszego dnia przypomina mi o ile ważniejsza jest jakość od ilości. Kiedy przeżywałam Fundament rekolekcji ignacjańskich najważniejszą treścią z jaką wróciłam do domu było to, aby oddawać Bogu pierwociny – to, co najlepsze, a nie to, co mi zbywa.

Od ponad półtora roku jestem na urlopie macierzyńskim. Kiedy moja starsza córeczka ma drzemkę, jest to dla mnie najcenniejszy moment, cisza i chwila oddechu w ciągu dnia. Od jakiegoś czasu, dzięki świadectwu moich przyjaciółek, oddaję Panu Bogu kilkanaście minut z czasu Jej drzemki. To On zasługuje na spotkanie w tym wyjątkowym dla mnie momencie.

Czuję się kochana, kiedy mąż poświęca mi uwagę i czas, który mógłby wykorzystać na pracę. Chcę, aby moje Córeczki czuły się kochane, kiedy patrzę im w oczy, jestem w pełni zaangażowana w zabawę, a nie spędzam większość dnia obok nich wykonując domowe obowiązki.

Wzorem dzisiejszej Ewangelii zastanówmy się, co z tego, co sami uważamy za cenne, możemy ofiarować Bogu i najbliższym.

Anegdotka:

Kiedy miałam ok. 10 lat byłam z moją siostrą na Mszy Świętej. Młody i żartobliwy wikariusz zbierał kolektę. Wrzuciłam do koszyka 1 grosz, a moja siostra Marta nic. Ksiądz zażartował: a siostra nic nie wrzuci? Marta odpowiedziała: ale ona wrzuciła tylko 1 grosz! A ja na to: bo nic więcej nie mam… Nie wiem czy wyobrażacie sobie jakie było moje zdziwienie, kiedy w bodajże kolejną niedzielę usłyszałam czytaną z ust tego księdza Ewangelię o Wdowim Groszu! Byłam wtedy absolutnie przekonana, że ksiądz ułożył „kazanie” o mnie, serce waliło jak szalone. 😉

Dobrego dnia!

Aleksandra, od 3 lat żona Macieja, od 19 miesięcy mama Łucji, od 1,5 miesiąca mama Klary

Komentarz do Ewangelii na piątek, 22.11.2019

Łk 19, 41-44

Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: «O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami.Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą, a nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia».

Ewangelista kładzie nacisk na to, by starać się nie przeoczyć momentu nawiedzenia. Można zapytać: gdzie nawiedza mnie Bóg: w modlitwie, w drugiej osobie, na Eucharystii?

Bóg jest wszędzie… jest tu i teraz. Ojciec, Syn i Duch Święty nawiedza nas w „szamotaniu się” między lojalnością wobec firmy a moralnością, między rozwojem osobistym a dbaniem o ład domu i komfort bliskich, między moją wygodą a poświęceniem czasu dla potrzebującego. Jezus cały czas daje szansę, by dokonywać wyboru – utwierdzania utartych reakcji na odbiór zaistniałej rzeczywistości  lub wejścia w nową reakcję przez Jego pryzmat. 

Nie przegap czasu łaski! Jezus mówi: Ja Ci nie dam cięższego brzemienia niż jesteś w stanie dźwignąć.   

Wierzę w to, że teraz jest mój czas łaski, którego nie doceniłam, jak Jerozolima kiedyś. W domu nikt poza mężem i dziećmi, czasem sąsiadami, nie oceni mnie tak dotkliwie jak choćby ludzie obcy w życiu zawodowym. Chce pamiętać, że mimo wszystko głównym sędzia jestem sobie sama. Idąc za Św Janem Pawłem II – wymagaj od siebie!! A najlepszy Ojciec bedzie cię prowadził.

Panie modlę się o serce tak czułe i wrażliwe, które zapłacze nad zaniechaniem dobra, które pozwolisz dostrzec. Błagam Tato daj mi serce obleczone w ciało i miłosierdzie wobec bliźniego a nie skamieniały egoizm. 

Od blisko 6 lat Córka Boga i żona dzielnego męża, od 3 lat mama Jasi i Krysi 

Komentarz do Ewangelii na środę, 20.11.2019

Łk 19, 11-28

Jezus opowiedział przypowieść, ponieważ był blisko Jeruzalem, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi. Mówił więc: «Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się do dalekiego kraju, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: „Obracajcie nimi, aż wrócę”. Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: „Nie chcemy, żeby ten królował nad nami”. Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dał pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał. Stawił się więc pierwszy i rzekł: „Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min”. Odpowiedział mu: „Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami”. Także drugi przyszedł i rzekł: „Panie, twoja mina przyniosła pięć min”. Temu też powiedział: „I ty miej władzę nad pięciu miastami”. Następny przyszedł i rzekł: „Panie, oto twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: bierzesz, czego nie położyłeś, i żniesz, czego nie posiałeś”. Odpowiedział mu: „Według słów twoich sądzę cię, zły sługo! Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: biorę, gdzie nie położyłem, i żnę, gdzie nie posiałem. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał”. Do obecnych zaś rzekł: „Zabierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min”. Odpowiedzieli mu: „Panie, ma już dziesięć min”. „Powiadam wam: Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach”». Po tych słowach szedł naprzód, zdążając do Jerozolimy.

Czytając ewangelię Łukasza i słowa Jezusa myślę że warto zwrócić uwagę na moment, w którym Jezus je wypowiada. Jest blisko Jeruzalem, gdzie za chwilę zostanie pojmany oraz skazany na śmierć krzyżową. Sądzę że Jezus mówiąc o „pewnym człowieku szlachetnego rodu” tak naprawdę myśli o sobie. Zapowiada uczniom swoją śmierć i zmartwychwstanie, mówiąc, że „udaje się do dalekiego kraju, aby uzyskać dla siebie godność królewską”, a następnie powrót przy końcu świata. Przez tę przypowieść Jezus przypomina nam, że każdy z nas dostał od Niego jakiś cenny dar i pokazuje dwie drogi, które możemy obrać.

Pierwsza, która polega na tym, że idziemy z tym co dał nam Pan Bóg, niesiemy ten dar innym, próbujemy się rozwijać, każdego dnia być lepszymi. Postawa ta prowadzi do pełni życia z Chrystusem i przymnożenia darów. Druga, która polega na zachowaniu daru dla siebie, a w konsekwencji śmierci duchowej.
Myślę, że dziś warto zadać sobie pytanie, co otrzymałem od Pan Boga? Jak tym darem mogę służyć innym, żeby się rozwijać, być bliżej Boga i żyć pełnią życia?

Marcin, mąż Karolki 😉

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek, 18.11.2019

Łk 18, 35-43

Kiedy Jezus przybliżał się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał przeciągający tłum, wypytywał się, co to się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się przybliżył, zapytał go: «Co chcesz, abym ci uczynił?» On odpowiedział: «Panie, żebym przejrzał». Jezus mu odrzekł: «Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu.

Kiedy czytam ten fragment poruszają mnie dwie postawy: determinacja niewidomego, aby spotkać się z Chrystusem oraz pytanie, zadane przez Jezusa o to, co ma dla niego uczynić.

Niewidomy prosił Jezusa o pomoc. W momencie gdy inni chcieli go zagłuszyć, on tym głośniej wołał Pana. Jego serce pragnęło się z Nim spotkać, porozmawiać. Widać, że bardzo zależało mu na tym by Jezus go uzdrowił. A ja? Jak zachowuję się wtedy, gdy zmagam się z grzechem, ciemnością, chorobami duszy? Próbuję sama się uleczyć, czy idę do najlepszego lekarza serc i dusz? Ile czasu potrzebuję aby przyznać się przed samą sobą, że nie jestem w stanie i nie chcę już dłużej borykać się z tymi problemami samotnie. Kiedy staję w prawdzie decydując się na spotkanie z tym, który jest prawdą, drogą i życiem? Tym, który może mnie uzdrowić. 

Jezus wiedział kim jest i czego potrzebuje niewidomy, a jednak zanim uczynił cud zapytał go o to, czego potrzebuje. Dlaczego od razu nie zaczął działać, tylko zapytał czego mu potrzeba? Myślę, że Jezus chciał dać niewidomemu szansę na to, by sam opowiedział o tym czego najbardziej pragnie jego serce. Tak samo jest w naszej codzienności. Jezus jest otwarty na dialog z nami. Chce nas lepiej poznać, dać nam możliwość wypowiedzenia się, budowania z Nim relacji. Pozostawia wybór i daje przestrzeń by samemu móc zdecydować które z pragnień są dla mnie w tym momencie najważniejsze, na których chciałabym się skupić i poprosić Go o pomoc.

Dziękuję Ci Jezu za to, że przychodzisz do mnie w pokoju, niczego mi nie narzucając. Mogę sama decydować o tym ile chcę Ci powiedzieć, do której relacji Cię zaprosić. Cieszę się, że mimo tego, że wiesz wszystko i tak interesuje Cię moje zdanie, moje emocje i moje pragnienia. Dziękuję, że mogę być w naszej relacji autentyczna i prawdziwa nie bojąc się wyrażać także tych trudnych emocji. Dziękuję, że mogę mówić Ci z serca co czuję także w momencie zdenerwowania, strachu lub smutku. Kocham Cię i wiem, że Ty mnie też.

Monika, dzielna niewiasta i żona Jakuba

Komentarz do Ewangelii na piątek, 15.11.2019

Łk 17, 26-37

Jezus powiedział do swoich uczniów:«Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; a przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba „deszcz ognia i siarki” i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi.W owym dniu, kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, by je zabrać; a kto na polu, niech również nie wraca do siebie. Miejcie w pamięci żonę Lota. Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je.Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie będą razem mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona».Pytali Go: «Gdzie, Panie?» On im odpowiedział: «Gdzie jest padlina, tam zgromadzą się i sępy».

Jemy, pijemy, kupujemy i sprzedajemy… Zabiegamy w naszej codzienności o wiele i o wiele rzeczy się martwimy.Ja nieraz łapie się na tym, że moim największym problemem, zmartwieniem w ciągu dnia była myśl: czy uda mi się gdzieś wyrobić; że ciasto wyszło z zakalcem;  że mają przyjść goście, a ja nie zdążę wszystkiego posprzątać albo, że znowu byłam zbyt nerwowa względem moich córeczek.Dzisiejsza Ewangelia po raz kolejny zadaje mi pytanie – czy to za czym dzisiaj tak bardzo biegałam i się martwiłam było faktycznie tak istotne w kontekście mojego zbawienia?A jeśli tak, to czy chce być jak żona Lota – odwracać się do tyłu, narzekać na to co nie wyszło, zamartwiać się?Czy jak Lot – który choć pamięta o tym co było, patrzy przed siebie, szuka rozwiązań, ufa Bogu i pyta się Jego, którędy ma iść dalej?

Ola, żona Michała i mama dwóch wspaniałych córeczek

Komentarz do Ewangelii na środę, 13.11.2019

Łk 17, 11-19

Zdarzyło się, że Jezus, zmierzając do Jeruzalem, przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: «Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!»Na ten widok rzekł do nich: «Idźcie, pokażcie się kapłanom!» A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich, widząc, że jest uzdrowiony, wrócił, chwaląc Boga donośnym głosem, padł na twarz u Jego nóg i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: «Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Czy się nie znalazł nikt, kto by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec?» Do niego zaś rzekł: «Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła».

W dzisiejszej Ewangelii Jezus zaprasza mnie do zastanowienia się nad dwoma aspektami w moim życiu. Po pierwsze uderza we mnie obraz 10 trędowatych, których Jezus uzdrawia na ich wołanie. Są to ludzie wykluczeni społecznie, odrzuceni przez wszystkich, wygnani poza miasto. Ponadto jest wśród nich Samarytanin -cudzoziemiec, obcy nawet wśród trędowatych. Jezus ich wszystkich uzdrawia nie pytając o nic…ani o ich intencje, ani o ich pochodzenie. On nie ma względu na osoby. 

A jaka jest moja postawa wobec osób odrzuconych? Często widzę na ulicach osoby bezdomne, biedne i wykluczone z życia społecznego. I jakże często  zdarza mi się ich oceniać bez miłości, nie znając historii ich życia. Jak często pojawiają się w głowie myśli, że z pewnością zasłużyli na taki los. I właśnie dziś  w głowie rodzi się pytanie czy to jest postawa, której pragnąłby Jezus?

Po drugie wzrusza mnie postawa Samarytanina i jego wdzięczność wobec Boga. Tylko on powrócił do Jezusa, aby oddać Mu chwałę. Jako jedyny spośród trędowatych naprawdę docenił dar i łaskę, jaką otrzymał od Jezusa. Ta scena przypomina mi jak często sama zapominam dziękować Bogu za to, co mam. Wszystkie te małe, proste rzeczy, które mam codziennie wydają się być już rutyną. A przecież każdy dzień jest darem…mój mąż i jego miłość, moi przyjaciele, zdrowie, którym się cieszę, Eucharystia, w której mogę brać udział każdego dnia… To wszystko zostało mi dane a tak łatwo jest przestać być za to wdzięcznym .

Asia, żona Kacpra i szczęśliwa córka Boga

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek, 11.11.2019

Łk 17, 1-6
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu dla jednego z tych małych. Uważajcie na siebie! Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli będzie żałował, przebacz mu. I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwrócił się do ciebie, mówiąc: „Żałuję tego”, przebacz mu». Apostołowie prosili Pana: «Dodaj nam wiary». Pan rzekł: «Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: „Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze”, a byłaby wam posłuszna».


Panie wzmocnij naszą wiarę! Te słowa szczególnie mocno do mnie trafiają w ostatnim czasie. Kiedy wydaje mi się, że moje modlitwy, starania, ofiarowane zmęczenie są niewystarczające, mało znaczą. A Pan Bóg mi obiecuje, że jest z nami nawet jeśli mamy wiarę tak małą, nikłą jak ewangeliczne ziarenko gorczycy i że będzie działał w naszym życiu jeśli będziemy trwali w Nim. Będzie pomagał nam w naszych relacjach z innymi ludźmi, będzie nam pomagał przebaczać. 
Kolejnym aspektem tej Ewangelii jest zgorszenie. Nie wolno nam być powodem zgorszenia innych. Pan Jezus nakłada na nas przez to ogromną odpowiedzialność. Szczególnie jest ona ważna w kontekście naszych dzieci. Bo to my pokazujemy im świat, Pana Boga. To my je kształtujemy, a one chłoną nasze zachowania i potrafią je potem naśladować. 
Pan Jezus chce byśmy swoją postawą świadczyli o Nim. Byśmy byli ufni w Jego moc, Jego działanie w naszym życiu. 
Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On Sam będzie działał. (Ps 37, 5-6)


Agnieszka żona Piotra i mama Weroniki

Komentarz do Ewangelii na piątek, 08.11.2019

Łk 16, 1-8

Powiedział też do uczniów: «Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: „Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą”. Na to rządca rzekł sam do siebie: Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu. Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: „Ile jesteś winien mojemu panu?” Ten odpowiedział: „Sto beczek oliwy”. On mu rzekł: „Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt”. Następnie pytał drugiego: „A ty ile jesteś winien?” Ten odrzekł: „Sto korcy pszenicy”. Mówi mu: „Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt”. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości. 

W tym Słowie zastanawia mnie, za co tak naprawdę pan pochwalił rządcę? Nie za jego nieuczciwość, ale za to, że roztropnie postąpił… Postawa rządcy w tym fragmencie to postawa człowieka, który po pierwsze: trzeźwo ocenia sytuację, w której się znalazł; i po drugie: podejmuje konkretne działanie, aby zatroszczyć się o swoją przyszłość. 

Przyszłość człowieka wierzącego to Niebo. Zatem mogę dziś postawić sobie pytanie, ile jest we mnie pasji, by zabiegać o relację z Bogiem w mojej codzienności? Bo może „synowie tego świata” wykazują więcej determinacji w dążeniu do swoich ziemskich celów, chociażby awansu w pracy czy realizacji swoich marzeń, niż ja, córka Boga, wykazuję rozsądku w zatroszczeniu się np. o nieustanne trwanie w łasce uświęcającej i nie zwlekanie ze spowiedzią, gdy jej potrzebuję. Ile czasu niektórzy potrafią poświęcać swojemu hobby, a ile ja, do której Bóg chce mówić, znajduję na karmienie się Słowem Bożym? Ile jest we mnie pomysłowości i hojności w czynieniu dobra? A przecież walczę o skarb nieporównywalnie większy, niż wszystko, co mogę zdobyć na ziemi. Stawką jest życie wieczne w Bogu.

Agnieszka, żona Karola od 7 lat, mama 5-letniej Emilki, 3-letniego Szymka i Rafałka, który niedługo powita ten świat

Komentarz do Ewangelii na środę, 06.11.2019

Łk 14, 25-33

Wielkie tłumy szły z Jezusem. On odwrócił się i rzekł do nich: «Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby położył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”.Albo jaki król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.Tak więc nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem».

W dzisiejszym czytaniu Jezus mówi nam o tym, co robić, aby być Jego uczniem. I jest w tym bardzo radykalny. Zaprzyj się najbliższych i samego siebie, weź swój krzyż, wyrzeknij się wszystkiego, co posiadasz i tego kim jesteś… Nie są to łatwe słowa, ale przekaz z nich płynący jest dosyć czytelny – mam postawić Pana na pierwszym miejscu, dać się poprowadzić przez życie drogą, którą mi przygotował, niosąc za Jezusem swój krzyż. Rozumiem, że bez tego nie ma możliwości, aby być uczniem Pana.

Znając różne interpretacje czy komentarze dotyczące tego fragmentu, nie jestem jednak pewien jak rozumieć dwie wtrącone przez Jezusa przypowieści: jedna o człowieku budującym wieżę i druga o królu szykującym się do bitwy. Dzisiaj patrzę na te dwie historie i to co widzę to dwóch ludzi stojących przed trudnymi i pewnie ważnymi decyzjami w ich życiu. Te przypowieści odczytuję  jako zaproszenie do refleksji i zastanowienia się na ile moja odpowiedź na zaproszenie Jezusa do tego, aby iść za Nim, aby być Jego uczniem (znając wymagania, o których Jezus mówi) była związana z decyzją o zmianie mojego życia, o tym, aby teraz On był najważniejszy. A może jestem w tym „wielkim tłumie” przedstawionym przez św. Łukasza niejako z rozpędu? Czy naprawdę jestem gotowy iść z Jezusem, nieść swój krzyż i oddać mu wszystko?

 Michał, mąż Madzi, tata Asi i Krzysia

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek, 04.11.2019

Łk 14, 12-14

Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: «Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych».

Któż z nas nie lubi spotykać się z przyjaciółmi, krewnymi, ludźmi, których darzymy sympatią? Gdy zapraszamy ich do siebie, dobrze, żeby przynieśli coś na wspólny stół, powiedzieli jakieś dobre słowo, pochwalili nasze zdolności kulinarne czy wystrój mieszkania, a za jakiś czas odwdzięczyli się podobnym zaproszeniem. I chociaż wszystkim jest miło, Jezus mówi, że nie daje to prawdziwego szczęścia, gdyż nie ma w nas bezinteresowności.

Jakże często oczekujemy wdzięczności za czynione dobro. Gdy nie otrzymujemy wyrazów wdzięczności, czujemy się urażeni, jakby pozbawiono nas czegoś, co nam się słusznie należało. Jezus uczy nas tego, że prawdziwe szczęście jest owocem miłości bezwarunkowej, która często pozostaje bez jakiejkolwiek odpowiedzi.

Bóg sam dał nam przykład bezinteresownej miłości, gdy wydał za nas swego Jedynego Syna, nie oczekując nic w zamian. Bóg daje nam absolutnie wszystko, absolutnie za nic. I jest w tym absolutnie szczęśliwy.

K.K.

Komentarz do Ewangelii na piątek 01.11.19 

Uroczystość Wszystkich Świętych

Mt 5, 1-12a

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”.

Błogosławić oznacza życzyć komuś dobrze. Kiedy jestem smutna, kiedy mnie bliscy odrzucają, gdy dzieje mi się krzywda, ale też kiedy walczę w imię dobra, Pan Bóg mi dobrze życzy. Wspiera mnie, podtrzymuje i daje wszystko czego potrzebuję. Dziś szczególny dzień – Wszystkich Świętych. Dziś całe Niebo mi dobrze życzy, błogosławi w każdej potrzebie! Co za dzień! Co za radość! Co za dar!

Ania

Komentarz do Ewangelii na środę 30.10.19 

Łk 13, 22-30

Jezus przemierzał miasta i wsie, nauczając i odbywając swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: «Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?»

On rzekł do nich: «Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas, stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam!”, lecz On wam odpowie: „Nie wiem, skąd jesteście”. Wtedy zaczniecie mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś”. Lecz On rzecze: „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości!” Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi».

Jak żyć, by dostać się do nieba? To pytanie zadają sobie nie tylko współcześni chrześcijanie, ale jak się okazuje, również Ci, którzy mieli okazję słuchać samego Jezusa. I dobrze, że pytanie o to czy tylko nieliczni zostaną zbawieni zostało Jemu zadane.

„Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości”. Jezus zachęca mnie, bym codziennie badała swoje serce. Bym zastanawiała się, jak wyglądał mój dzień. Czy dopuszczałam się w nim jakiejkolwiek niesprawiedliwości wobec Boga, bliźniego czy wobec siebie samej. 

Czasem staję w obliczu swojej bezsilności, bezradności. W niektórych sytuacjach czuję, jakbym przeciskała się przez ciasne drzwi. Decyzja o pracy w domu a nie na etacie, o rodzeniu siłami natury w domu a nie w szpitalu poprzez cięcie cesarskie. Praca nad swoimi wadami i walka z grzechem a nie chełpienie się swoimi zasługami i spoczęcie na laurach. Ciągle i od nowa…Może łatwiej byłoby nie iść pod prąd a na łatwiznę? Ominąć te niewygodne ciasne drzwi i skorzystać z tych, które się otwierają same, by z łatwością przez nie przejść.  Bez zastanawiania się dokąd prowadzą. Nie wyobrażam sobie życia bez Jezusa. Poznawszy Go, nie mogę i nie chcę żyć tak, jakbym Go nie znała, bo to byłoby ze stratą dla mnie, bo „Dla mnie (…) żyć- to Chrystus, a umrzeć- to zysk ” (Flp 1, 21)

Patrycja, córka Króla, żona Michała, Mama czterech synów?

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 28.10.19 

Wspomnienie św. Apostołów Szymona i Judy Tadeusza
Łk 6, 12-19

W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga.Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z przydomkiem Gorliwy; Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą.

Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu; przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia. A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich.

Przygotowując się do ważnego tematu/inicjatywy, które  chcielibyśmy rozpocząć, siadamy z mężem przy stole i szukajmy rozwiązania, analizujemy co jest możliwe, jakie są plusy i minusy…… co będzie dla nas najlepszym wyjściem. Mając jakiś pomysł, idziemy do Ojca prosząc o błogosławieństwo lub radę. 

A Jezus zaczął zupełnie inaczej….zanim cokolwiek zaplanował, najpierw wszedł na górę… po co? Myślę, że wszedł do Domu Ojca, usiadł z Nim i rozmawiali. Może  pytał, słuchał…ale właśnie tam było najważniejsze ustalenie. W miarę jak Jezus schodził w dół, najpierw do uczniów, potem jeszcze niżej do tłumu, ustalenia przemieniały się w działanie.

Stając do modlitwy chcę pamiętać, że wchodzę do Domu Ojca, że staję się, jak mówi Św. Paweł, domownikiem Boga. A schodząc w dół, Bóg, domownik mojego serca, staje się mocą mojego działania. W tej kolejności!

Agnieszka, szczęśliwa żona, mama, córka…. domownik Boga

Komentarz do Ewangelii na piątek 25.10.19 

Łk 12, 54-59

Jezus mówił do tłumów: «Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: „Deszcz idzie”. I tak się dzieje. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie:„Będzie upał”. I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże chwili obecnej nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne? Gdy idziesz do sprawującego władzę ze swym przeciwnikiem, staraj się w drodze dojść z nim do zgody, by cię nie zaciągnął do sędziego; a sędzia przekazałby cię dozorcy, dozorca zaś wtrąciłby cię do więzienia. Powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni pieniążek

Kiedyś ludzie patrzyli w niebo, żeby uzyskać bardzo konkretną informację -jaka będzie dziś pogoda, jak trzeba się przed tą pogodą zabezpieczyć. Dzisiaj każdy ma już pewnie do tego aplikację w smartfonie, w której można sprawdzić nie tylko obecne warunki pogodowe, ale też prognozę na nadchodzące dni, dla dowolnego miejsca na świecie. Dzięki temu możemy odpowiednio się przygotować, na przykład spakować parasol na weekendowy wypad. Bardzo przezornie. Ale dlaczego zawsze jesteśmy myślami jakby gdzieś indziej, zawsze o dwa kroki do przodu? 

W dzisiejszej Ewangelii Jezus poucza nas, że rozpoznawanie chwili obecnej, rozeznawanie tego, co jest słuszne, co należy uczynić, jest równie łatwe jak rozpoznawanie nadchodzącej pogody po wyglądzie nieba. Nawet mój 2-letni synek wie, że jeśli na niebie widać ciemne chmury, to będzie padał deszcz. Czy ja wiem, popełniając jakiś czyn, że jego owoce będą złe? Czy zastanawiam się nad konsekwencjami? A może nie chcę ich dostrzec, i zamiast chwili obecnej przyglądam się jakiemuś wielkiemu dobru, które będę czynił jutro, za miesiąc, kiedy będę miał więcej czasu, więcej pieniędzy? 

Rozpoznawajmy chwilę obecną, bo to jest moment naszego działania, moment, w którym zaciągamy serce ciemnymi chmurami lub odbijamy w nim czyste niebo.

Asia Balas

Komentarz do Ewangelii na środę 23.10.19 

Wspomnienie św. Jana Kapistran, prezbitera

Łk 12, 39-48

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«To rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie przyjść ma złodziej, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie».Wtedy Piotr zapytał: «Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich?» Pan odpowiedział: «Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby rozdawał jej żywność we właściwej porze? Szczęśliwy ten sługa, którego pan, powróciwszy, zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. Lecz jeśli sługa ów powie sobie w sercu: Mój pan się ociąga z powrotem, i zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; surowo go ukarze i wyznaczy mu miejsce z niewiernymi. Ów sługa, który poznał wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie poznał jego woli, a uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele powierzono, tym więcej od niego żądać będą».

Za każdym razem fragment ten budzi we mnie niepokój, a trzy ostatnie zdania wręcz sprzeciw. Znam siebie i wiem, że jeżeli nawalam to po całości – czy nie łatwiej byłoby poznać Boga tylko trochę i dostać „małą chłostę”? Przecież On może przyjść w każdej chwili: gdy nie mam z nim relacji, po kłótni z żoną, gdy przegrywam z własnymi słabościami. W pierwszym czytaniu św. Paweł poucza nas, byśmy z własnej woli oddali się w niewolę posłuszeństwa. Ciągle muszę sobie przypominać, że wolność to przede wszystkim odpowiedzialność. Odpowiedzialność za to co mi dano i powierzono – za siebie i za moją rodzinę. I choć czasem tego nie chcę, muszę tę wolność ograniczać – bo przecież zostałem powołany do otrzymania wielkiej nagrody a nie małej kary.

Damian mąż i ojciec

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 21.10.19 

Wspomnienie bł. Jakuba Strzemię Biskupa

Łk 12, 13-21 „Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: „Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem”. Lecz On mu odpowiedział: „Człowieku, któż mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami?” Powiedział też do nich: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia”. I opowiedział im przypowieść: „Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: „Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów”. I rzekł: „Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj”. Lecz Bóg rzekł do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?” Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem”.

Ktoś z tłumu, kto słuchał Jezusa, poczuł w swym sercu, że Jezus to Ten, który może mu pomóc, zobaczył w Nim nadzieję – oddaje więc Jezusowi coś, co teraz zdominowało Jego życie, jakieś ogromne poczucie krzywdy: brat nie podzielił się z nim majątkiem. Mam podobnie, gdy słucham Jezusa i widzę Go na krzyżu, otwieram się przed Nim – Jezu czemu brakuje nam pieniędzy, czemu ktoś bliski bardzo cierpi, czemu jestem taka a nie inna – spraw aby było inaczej! 

Dziś Jezus właśnie do tego mnie zaprasza, chce mnie wysłuchać i dzielić moją krzywdę i mój ból. Jednocześnie mówi mi – Ja nie naprawię twojej krzywdy, „nie jestem rozjemcą nad wami”, Ja będę współcierpiał z tobą, towarzyszył i pomagał ci. Nie gniewaj się na Mnie jeśli cierpisz i to nie mija…choć wołasz, abym coś zrobił. Razem możemy naprawiać rzeczywistość, ale nie odchodź ode Mnie jeśli cud się nie wydarzy…

Marta żona Damiana od 5 lat, mama 2,5 letniego Stefka

Komentarz do Ewangelii na piątek 18.10.19 

Wspomnienie św. Łukasza Ewangelisty

Łk 10,1-9 Jezus wyznaczył jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo.
Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: «Pokój temu domowi!» Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: «Przybliżyło się do was królestwo Boże»”.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus wysyła uczniów tam, gdzie On sam zamierzał przyjść, aby nieśli Pokój, Dobro. Jezus także kieruje prośbę do uczniów, by modlili się, by Pan „wyprawił robotników na swoje żniwo”.
Zaczęłam przyglądać się mojej codzienności, gdzie ja jestem, z kim przebywam? Co dzieje się we mnie, w moim sercu? Czy tam gdzie jestem niosę Pokój Boży? Mojemu mężowi, córeczce, napotkanym ludziom czy w kolejce w sklepie, na placu zabaw, w pracy, w rodzinie… tam gdzie się znajduje? I dostrzegłam, że każda chwila jest walką o Dobro. Co wybiorę dziś, jutro, w tych zwykłych codziennych chwilach, co  będę niosła sobą, swoim zachowaniem, gestami?
W Słowie tym odczytuje zaproszenie Jezusa bym trwała w Bogu, dbała o relację z Nim, bo tylko On może przepełniać moje serce prawdziwym Pokojem, który będę mogła nieść innym. Bo to On daje mi siłę, bym mogła zwyciężać w codziennych walkach o dobro i większe dobro. Odczytuję zaproszenie, bym była uważna i niosła innym Boga poprzez proste gesty, zachowania, słowa, modlitwę, poprzez moje zwykłe (niezwykłe w Panu) codzienne życie.

Córka Boga – Marlena, żona Grzegorza i mama Anastazji


Komentarz do Ewangelii na środę 16.10.19 

Łk 11,42-46 Jezus powiedział:«Biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiej jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić, i tamtego nie pomijać. Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku. Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą».

Wtedy odezwał się do Niego jeden z uczonych w Prawie: «Nauczycielu, słowami tymi także nam ubliżasz». On odparł: «I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo nakładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami nawet jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie»..”

W pierwszym Liście do Koryntian św. Paweł pisze, że gdyby posiadał wszystko, a nie miał MIŁOŚCI, to byłby niczym. W dzisiejszej Ewangelii Jezus w bardzo dosadny sposób zwraca mi na to uwagę, że gdy w moim małżeństwie, w rodzinie, w codzienności, w tym co robię zabraknie miłości, to skupię się tylko na prawie, na wymaganiu od innych, na tym co mi się należy.

W dniu dzisiejszym chcę patrzeć na ludzi, zwłaszcza tych mi najbliższych sercem pełnym miłości. Niech ona wyprzedza moje myśli, słowa, czyny i inspiruje do stawania się na podobieństwo Chrystusa. 

Magda, szczęśliwa żona Pawła i mama Ignasia


Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 14.10.19 

Wspomnienie św. Małgorzaty Marii Alacoque

Łk 11,29-32 Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: «To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz stał się znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz».”

„Królowa z Południa (…) przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.” Nasza 4-letnia córka, kiedy chce powiedzieć mi coś ważnego woła: mamo stop, słuchaj mnie! Domaga się wtedy całkowitej, bezwzględnej uwagi i wyłączności, wyciszenia z mojej strony, pozostawienia wszelkich spraw, by poświęcić czas na wysłuchanie jej…, potrzebuje czasu.

A Jezus…też potrzebuje czasu, by mi coś powiedzieć, też chce być wysłuchany, zrozumiany, też chce mi coś ważnego przekazać… Jaka szkoda, że często nie słyszę Jego: stop, posłuchaj mnie!! A przecież mówi…i to często przez rzeczy, które  wydają nam się mniej ważne lub nieważne…

Patronka dzisiejszego dnia, św. Małgorzata Alacoque – zasłuchana w Serce Jezusa i to Serce objawiająca światu, mówiła: „Wielkie łaski związane są często z tym, co wydaje się nam mniej ważne.” 
Może warto posłuchać Pana w tym, co wydaje nam się mniej ważne..?

Wiola, szczęśliwa żona Pawła i mama trójki Maluchów

Komentarz do Ewangelii na piątek 11.10.19 

Wspomnienie św. Jana XXIII (papieża)

Łk 11,15-26 Gdy Jezus wyrzucał złego ducha, niektórzy z tłumu rzekli: «Mocą Belzebuba, władcy złych duchów, wyrzuca złe duchy». Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba. On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: «Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i Szatan z sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja mocą Belzebuba wyrzucam złe duchy, to czyją mocą wyrzucają je wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, to zabierze całą broń jego, na której polegał, i rozda jego łupy. Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, ten rozprasza. Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku. A gdy go nie znajduje, mówi: „Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem”. Przychodzi i zastaje go wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze siedmiu innych duchów, złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I stan późniejszy owego człowieka staje się gorszy niż poprzedni»..”

Codziennie doświadczam różnych rzeczy i spotykam wiele osób. Każde wydarzenie wywołuje we mnie jakąś reakcję. Jedna rzecz mnie złości, inna rozwesela, a jeszcze inna wywołuje smutek albo obawę. W związku z tempem mojego życia, ilość wewnętrznych reakcji można porównać do tłumu, który w dzisiejszej Ewangelii otacza Jezusa. Pomyślałem, że jest to dobry obraz mojej duszy, bo przecież często jest tak, że nie dostrzegam dobra, które mam od Boga i cudów, które On dla mnie czyni. Bywa tak, że podważam Jego dobrą wolę, albo opuszczam Boże drogi chwilę po otrzymaniu jakiegoś „prezentu”. Widzę w tym przestrzeń do mojego nawrócenia, abym stawał się bardziej ufnym w Boży plan dla mnie i bardziej stałym w decyzji pójścia za Nim. Przecież to jedyny sposób aby mieć głęboki pokój i być całkowicie bezpiecznym przy naszym Ojcu.

Paweł

Komentarz do Ewangelii na środę 09.10.19 
bł.Wincentego Kadłubka

Łk 11,1-4 Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: «Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów». A On rzekł do nich: «Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie».”

Panie, jak mam się modlić?
W tej łukaszowej mini-wersji „Ojcze nasz” Jezus stawia na konkret. Modlitwa ma być prosta, szczera i „na temat”, bez powtarzania wielu pięknych słów. Jezus chce, by była spotkaniem z Bogiem Żywym, który codziennie, w moich wszystkich sprawach chce dać mi siebie poznawać, takiego jakim On jest, chce mi objawiać swoje Święte Imię.
Ale czy w mojej codzienności – w małżeństwie, w rodzicielstwie, w pracy, w relacjach z rodziną, z ludźmi których spotykam, Królestwo Boże – poznanie Boga i Jego panowanie jest tym, czego najbardziej dla nich i dla siebie pragnę i o to się modlę? Czy może prośba o zapewnienie „chleba powszedniego” i ciągłe wyliczanie spraw i problemów wskakuje mi na to pierwsze miejsce…?
Dobrze że Jezus uczy nas modlitwy, która porządkuje tę kolejność i, choć Bogu ona niczego nie dodaje, dla nas jest niezbędna, bo pomaga codziennie podtrzymywać nam relację z Nim, mając oczy zwrócone ku temu, co najważniejsze. Korzystajmy z tego daru, jaki dał nam sam Jezus!

Madzia, żona Michała, mama 4,5 letniego Krzysia i 2,5 letniej Asi

Komentarz do Ewangelii na poniedziałek 07.10.19 

Najświętszej Maryi Panny Różańcowej

Łk 1, 26-28 „Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.
Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”. Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro męża nie znam?” Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”.

Na to rzekła Maryja: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. Wtedy odszedł od Niej anioł.”

Puk, puk! Znowu anioł puka, każdego ranka przychodzi. To ode mnie zależy czy otworzę się tego dnia na Bożą łaskę. Czy zacznę dzień dziękczynieniem czy pogrążę się w narzekaniu. Przychodzi, żeby mi powiedzieć o mojej wyjątkowości, o tym jak mnie obdarował jako żonę i matkę. Mogę uczyć się od Maryi jak szybko i z radością otwierać drzwi, gdy Bóg przychodzi.

Asia, żona Wojtka, mama Ignasia

Komentarz do Ewangelii na piątek 04.10.19

świętego Franciszka z Asyżu

Łk 10, 13-16 Jezus powiedział:«Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc w worze i popiele. Toteż Tyrowi i Sydonowi lżej będzie na sądzie niżeli wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz! Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który mnie posłał».

Przyglądam się ostatnio swojemu życiu i mojej codzienności… I dochodzę do wniosku, że pewnie Pan Bóg, patrząc na mnie, też chętnie powiedziałby, jak w dzisiejszej Ewangelii, „biada tobie”. Bo, pomimo wielu cudów, które dostrzegam w naszym rodzinnym życiu, pomimo ogromu dobra, które doświadczam, ciągle moje życie jest nie takie, jak chciałabym by było albo, może lepiej, jak Bóg chciałby by ono wyglądało. 

Dobrze, że dzisiejszy Patron- święty Franciszek z Asyżu – przychodzi z pomocą moim trudnym przemyśleniom …w każdej sytuacji mówiąc: „Pochwalony bądź, Panie mój…” Tak, bądź pochwalony Panie i w mojej szarej, grzesznej, czasem trudnej i nieuporządkowanej codzienności…

Wiola, szczęśliwa żona Pawła i mama trójki Maluchów

Komentarz do Ewangelii na środę 2.10.19

świętych Aniołów Stróżów

Mt 18, 1-5.10 W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: „Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?” On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: „Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje.
Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie”.

Jezus w dzisiejszej Ewangelii zachęca nas do tego, by nasza postawa była podobna do postawy dziecka i to dziecko właśnie pokazuje Apostołom. A jak zachowuje się to dziecko? Pozwala się przywołać i postawić przed Apostołami. Czytając ten fragment zastanawiam się czy ja pozwalam na to, aby Jezus również mnie przywołał i postawił przed innymi.  Gdzie Jezus chce, abym poszedł, czy jest we mnie gotowość by iść za Jego głosem. 

Na pytanie Apostołów, kto jest największy w królestwie niebieskim, Jezus postawił przed nimi dziecko, mówiąc, że mają się odmienić i i uniżyć jak ono. Czy w relacji z Bogiem mam być taki jak moje dzieci? – przecież nie zawsze są one posłuszne, pokorne, skłonne do uniżenia jak to przedstawiono w Ewangelii? A może to we mnie jest problem? Może to ja je tak postrzegam, ponieważ pojawia się we mnie pogarda, przed którą przestrzega Ewangelia? Zastanawiam się czy w mojej codzienności potrafię patrzeć na moje dzieci jak na wzór, przez który Jezus próbuje mnie czegoś nauczyć. Wychowanie dzieci to dla mnie przestrzeń, w której muszę być jak dziecko, muszę się uniżyć, przyznać, że nie zawsze sobie radzę i prosić o pomoc Ojca. Czy i na ile potrafię to zrobić – zaufać Ojcu tak, jak moje dzieci mi ufają? Na szczęście, w dzisiejszym fragmencie, Jezus podkreśla, że każde z naszych dzieci ma Anioła Stróża, który nie tylko ich strzeże i prowadzi, ale myślę, że pomaga również mi w moim rodzicielstwie. Łatwiej mierzyć się z codziennością, z wychowaniem dzieci mając takie wsparcie.

Michał, mąż Magdy od 6 lat, tata 4 letniego Krzysia i 2 letniej Asi.

Komentarz na poniedziałek 30.09.2019

Łk 9, 46-50 Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy.
Lecz Jezus, znając tę myśl w ich sercach, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: «Kto by to dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto by Mnie przyjął, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki».
Wtedy przemówił Jan: «Mistrzu, widzieliśmy, jak ktoś w imię Twoje wypędzał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami». Lecz Jezus mu odpowiedział: «Przestańcie zabraniać; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami».

Mój półtoraroczny syn potrafi uparcie dążyć do osiągnięcia swojego celu, jakim bywa choćby chęć wrzucenia orzechów w łupinie do kuchennego miksera. Kiedy nie osiągnie zamierzonego celu, nie potrafi jeszcze w przypływie goryczy czy gniewu strzelić focha, inaczej mówiąc: schować się czy mieć „ciche godziny”. Gdy tylko ma potrzebę lub doświadcza trudności z braku osiągniętego celu, korzysta z bliskości mojej lub mojej żony. Ostatecznie nigdy nie stawia swoich racji ponad relację. Ja mam swoje zdanie na wiele spraw, bywa, że z trudnością przychodzi mi spojrzeć ponad moje racje, by nie ucierpiały relacje z tymi, którzy są przy mnie. Za każdym razem, gdy staram postawić za wszelką cenę na swoim – przegrywam. Kiedy staję w prawdzie, że potrzebuję od bliźniego wiedzy, doświadczenia, bliskości, autorytetu, współpracy – wygrywam. 

Wojtek, mąż Asi od 3 lat, tata 1,5 rocznego Ignasia.